niedziela, 25 grudnia 2011

Rozdział III .

Mój brat zmarł z powodu choroby. Znam czas ..  o 3.52. O tej godzinie mój brat przestał oddychać. Przed jego śmiercią .. doszło do kłótni. Wykrzyczałam mu w twarz, że go nienawidzę i wybiegłam ze szpitala. A on .. zmarł. Chciałam go na drugi dzień przeprosić. Jak mogę nienawidzić faceta, którego tak bardzo kocham ?
- Fabian ! Wróć, kocham cię, Fabian ! Nie nienawidzę cię , jak bym mogła ? Fabia .. - wstałam. Byłam cała mokra. Która godzina ? Popatrzyłam na zegarek .. 3.52. Zamarłam. To nie możliwe. To tylko koszmar. Wstałam i pobiegłam do pokoju Fabiana. Był tam. Podbiegłam do jego łóżka i położyłam się obok niego.
- Wiesz .. śniło mi się, że umarłeś.. i że Ci powiedziałam, że cię nienawidzę, ale to nieprawda, bo wiesz, jak Cię kocham, Fabian, wiesz o tym, prawda ? - mruczałam nad jego uchem. Chyba spał. Przestraszyłam się trochę. Zaczęłam go szarpać.
- Fabi, Fabian ! Obu-budź  się - powiedziałam nieco głośniej. Szarpnęłam go.
- Co je.. - powiedział.
- Wiesz .. śniło mi się, że umarłeś.. i że Ci powiedziałam, że cię nienawidzę, ale to nieprawda, bo wiesz, jak Cię kocham, Fabian, wiesz o tym, prawda ? - powtórzyłam.
- Ma.. Martyna .. - odpowiedział ktoś, kto na pewno nie jest Fabianem - To ja, Mikołaj -powiedział cicho.
- Mi.. - nie mogłam nic z siebie wykrztusić. On naprawdę nie żyję. On już nie wróci. Zaczęłam płakać. Życie jest do dupy ! Nie żyje moja rodzina , leżę w łóżku chłopaka, którego nienawidzę .. Ja nie chcę żyć. Szlochałam.
- Ciii , cicho .. - powiedział bujając mnie w dwie różne strony. Zaczął nucić mi piosenkę .. piosenkę Fabiana, kiedy śpiewał mi ją w czasie koszmarów. Zasnęłam. Miałam cichą nadzieję, że się nigdy nie obudzę.



***


Obudziłam się, ale nie otworzyłam oczu. Nie mogłam. Bolały mnie, bo przez całą noc płakałam. Poczułam znajomy zapach. To nie był zapach mojego zadbanego pokoju, tylko dziwny, zapach FACETA. To był pokój Fabiana. A ja leżałam w jego łóżku z jego najlepszym przyjacielem. Co ja tu robiłam ? I dlaczego on jest w samych bokserkach ..
- W końcu się obudziłaś. Jest już trzecia, wiesz ? - powiedział Mikołaj. To znaczy .. był przez ten cały czas ze mną ..
- To czemu sam nie wstaniesz ? - zapytałam z kpiną w głosie. 
- Bo oplotłaś mi nogi swoimi . Podnieś kołdrę. - powiedział.
Podnosząc kołdrę zamarłam. To prawda. O boże, wstyd..
- Myślałam, że to Fabian. Nie dotknęłabym takiego niezidentyfikowanego  obiektu jak ty, wiesz to, prawda ? - zapytałam posyłając mu spojrzenie pełne pogardy.
- Jeżeli tak robisz własnemu bratu .. - powiedział odsuwając się z udawaną odrazą .
- C-co ? . aaa nie ! oczywiście, że nie kretynie ! zaczęłam się wiercić. I wtedy zrobił to. Pocałował mnie.
- Zamknij się, albo będę Ci pomagał - powiedział, wstał z łóżka i poszedł do łazienki. A ja leżałam w bezruchu. Nagle wszedł Mikołaj.
- Co to jest ? - zapytał ze wściekłym spojrzeniem mając w ręce owy przedmiot, który należał do mnie .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz