piątek, 30 marca 2012

Kolejny rozdział.

- To ty jesteś śmieszna, Martyna !  - krzyknął Kuba. To był pierwszy raz, kiedy się kłóciliśmy. Hm.. jakby się zastanowić, to nie ja byłam śmieszna, tylko to wszystko. Cała ta sytuacja była po prostu.. chora.
- Jesteś ślepy ?! Nie widzisz tego ? - wstałam. - Głupi, głupi, głupi !
- Nie jestem ślepy. Nic między nami nie ma. Koniec śpiewki a teraz idź zrób mi coś do jedzenia, bo jestem głodny. Tylko nie naleśniki, bo od razu odechce mi się wszystkiego.
- Wstrętna, podła kreatura ! Niech Ci Ala zrobi coś do jedzenia - wyprowadzona z równowagi rzuciłam w niego książką. W tej samej chwili rozległ się dzwonek z telefonu Kuby.
- Haha.. haha.. Ala ? - rzuciłam.
- Idź, i weź coś. Dobrze ? Albo już coś brałaś, wtedy proponuję zmianę dilera. - Ala ? Hej - odezwał się do telefonu i na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - Teraz ? - spojrzał na mnie, to na telefon. - Tak. Mam czas.
- Jeżeli teraz wyjdziesz, możesz nie wracać - powiedziałam i natychmiast pożałowałam tego.
- Przyjdę, jak się ogarniesz - warknął i wyszedł. A ja ? Cała zdrętwiała stałam na środku pokoju nie mogąc wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Czy to była jego odpowiedź ? Zamknęłam oczu gdyż czułam, że robią się wilgotne. Poczułam jak na moim policzku spływa jedna, jedyna łza. Zastanawiam się, czy to jest dobra łza ? Czy to ta zła i uciążliwa ? Te złe są okropne. Czy te plany, o których dzień wczoraj rozmawialiśmy były tylko na '' dobra, skończ tą śpiewkę bo mi się rzygać chce ? ''.
- Co  się dzieje ? D-dlaczego.. płaczesz ? - zapytał Mikołaj podchodząc do mnie. Co zrobiłam ja ? Oczywiście poszłam niewzruszona do pokoju. A tak na serio ? Wtuliłam się w jego tors i wybuchłam płaczem.

*

- Jesteś beznadziejny - powiedziała Ala i zrobiła spory łyk swojej kawy. Ciekawi mnie tylko jedna rzecz. Czy Martyna pomyślała, że moje wyjście z domu oznacza '' wyjście wyjście '' czy '' wyjście '' ..
- Słuchasz mnie głupku ? - zapytała zirytowana Alicja. - Jezu, jak dziecko. I uważa, że kręcimy ze sobą ? Błagam, już mi jej żal, że jest z kimś takim jak ty.. Za grosz gustu jeśli chodzi o facetów. 
- Z-zamknij się ! Chyba ty nie masz, kochasz się w Albinie idiotko - rzuciłem ze znaczną satysfakcją. 
Przewidziałem co się stanie. Nagle zrobiła się cała czerwona i zakryła twarz w swoich kasztanowych loczkach.
- Odwal się. Nieprawda. Uważam, że fajnie się z nim gada to wszystko.
- Zakochana para Albin i Ala.. przepraszam, on ma dziewczynę ! Ha ! - zacząłem nucić.
- Jesteś perfidną świnią - syknęła i wstała podnosząc swoją torbę. - Spóźnię się na zajęcia, cześć.
- Czekaj ! Nie chciałem, na prawdę !
- Dobrze, wybaczam - zaśmiała się Alicja. - Dzisiaj mam ochotę się nawalić. Co ty na to, żeby odwiedzić naszych starych znajomych ?
Zamarłem.
- Do reszty masz narąbane w głowie !? Wychodzę - warknąłem i gwałtownie podnosząc się popchałem ją.
- Uważaj idioto, inaczej twoja żoneczka może się o wszystkim dowiedzieć.. o twojej przeszłości.. - powiedziała z satysfakcją w głosie.


***

- Czuję.. że On mnie nie kocha. Od dawna nasze relacje zmieniły się.. Ja.. On.. zmienił się. Ale.. ja, naprawdę, naprawdę go kocham - wyszlochałam do siedzącego obok Mikołaja.
- Nie płacz.. nie warto. Jeżeli Cię nie kocha, to ostatni palant na Ziemi.. łączy was miłość i oczywiście owoc tej waszej miłości - Michaś. Zrozum - powiedział głaszcząc mnie równomiernie po głowie.
- Ha ha, '' tej naszej miłości '' - parsknęłam. - Mojej miłości. Czuję, że ten idiota się mną nie interesuje.. To oczywiste.
- Głupoty gadasz! - warknął. - Jesteś najlepszą dziewczyną, jaką znam! Dlatego Cię kocham! - wykrzyczał i natychmiast zakrył usta.
- C-co.. - zaczęłam i nagle usłyszałam tłukące się szkło. Za nami stała Iza która w oczach miała łzy. 
- Iza? - zapytał Mikołaj natychmiast o de mnie odchodząc.
- Wiedziałam, że ją kochasz! Wiedziałam! Kiedy byłeś ze mną, nie umiałeś wyrazić swoich uczuć! Po prostu twoja twarz była! A przy niej się uśmiechasz! Płaczesz! Odczuwasz ból! 
- Iza.. uspokój się.. - zaczęłam.
- Zamknij się! Jesteś podła! Nawet go mi zabrałaś! Nie dosyć, że masz Aleksa i Kubę, to jeszcze.. jeszcze go chcesz mi zabrać! Jesteś naprawdę gówniarą! - krzyczała przez łzy. Opadła na kolana i zaczęła szlochać.



czwartek, 16 lutego 2012

Omomomo . ♥

- Zrób, zrób...zrób, zrób.. zrób .. - jęczał mi nad uchem Kuba. Nieraz, nieraz naprawdę myślałam że gorzej z nim jak z dzieckiem, bo.. cóż - mam dziecko.
- Idioto, zrobię je tylko cicho bądź ! - powiedziałam ciskając mu ręcznikiem w twarz. - Po za tym, idź przewiń małego, tatusiu. Kiedy ostatnio to zrobiłeś ?
- Hm.. jak się zastanowić, to pół godziny temu .. - zaczął posyłają mi niepewny uśmiech. I zastanowić się, dlaczego on to robi ? Myśli, że przez to, że jego usta uniosą się ku górze i odsłoni równe, białe i idealne zęby, rzucę się mu na szyję i zrobię wszystko, co mi każe ? Niedoczekanie.
- Nie przypominam sobie tego - mruknęłam zaciskając zęby, żeby się nie roześmiać.  Jego naburmuszona mówiła sama się o to prosiła. Niestety, ukrycie tego było niewykonalne. Wybuchłam gromkim śmiechem. śmiałam się tak długo, długo i długo aż nie zaczęłam się krztusić.
- Dobrze ci tak.. - bąknął ale pośpiesznie zaczął klepać mnie w plecy. - Wszystko okej ?
- T-taak - zaśmiałam się. Naprawdę. śmiałam się i śmiałam. Oczy miałam całe we łzach, chociaż.. tak naprawdę nie wiedziałam, czemu to robię. A Kuba ? Tylko się we mnie wpatrywał.
- No, przepraszam, nie gniewaj się już - powiedziałam a następnie wspięłam się do góry żeby cmoknąć go pośpiesznie w usta. - Już dobrze ?
- Jeśli zrobisz gofry - uśmiechnął się i zniknął z pola widzenia.
- Taa.. gofry - wzięłam głęboki wdech. Tylko polega to na tym, że NIE umiem ich robić. Nawet, jeśli weszłabym na internet, i tak moje gofry byłyby niedorobione i czarne i pewnie - nie, nie umiem tego naukowo określić. Gofry, gofry, gofry, gofry.. tak naprawdę, to jak naleśniki, tylko, że .. no, tylko że w gofrownicy, nie ?
Cóż, naleśniki mam w małym paluszki,  z goframi także pójdzie dobrze. No więc, jajko, czy dwa ? Dobra, chyba jedno. Mąka, mleko.. hm.. trochę pieprzu i soli ? No chyba raczej. Ciekawe, jak smakuje z kakaem .. To musi być boskie. I cukier. Jezu, chyba to mnie wciągnęło. Może będę mogła zostać sławną kucharką ! Albo nawet, szefem pięciogwiazdkowej kuchni ! Ha ! Ciekawe, kto niby będzie się śmiał ostatni. Dobra, dodam trochę cukru, i może trochę .. co mama dodawała do swoich naleśników.. mam ! Oczywiście, kwasek cytrynowy. Pamiętam co nie co, prawda ? Ale ciasto na gofry jest bardziej gęste. No więc, dodam więcej mąki.
Kiedy zaczęłam gwałtownie mieszać, na cieście pojawiły się pojedyncze gródki. Ciekawe, czy to dobrze, czy źle. Chyba dobrze. Po zakończeniu mieszania odłożyłam miskę na ladę. No więc.. tak. Czy my mamy gofrownicę. Hm.. mamy ! W szafce .. po lewej. Jest ! Już czuję te idealne, przypieczone gofry. Mniam. :3
- Czee.. wow. Co tu się dzieje ? - zapytał Albin wchodząc do kuchni.
- Jak to co ? - burknęłam oburzona. - Robię gofry !
- Aha. Czy.. ciasto czasem nie powinno być białe ? Bo te jest.. żółte..
- Takie powinno być, a jeżeli umiesz robić lepiej, proszę bardzo, phi.
- Luuz, wierzę w twoje zdolności, ehm, kulinarne..
- Masz problem ? - odwróciłam się w jego stronę z.. mieszadłem do mieszania naleśników i w ogóle ciasta. Zaraz.. jak to się nazywa..
- Cześć. Co tu się dzieje ? - zapytał Aleks wchodząc do kuchni w bokserkach. Tylko w nich.  Ta..
- Załóż coś na siebie, ludzie patrzą ! - pisnęłam zasłaniając twarz rękoma. - Moje piękne, duże i wyraziste oczy powinny widzieć tylko jedno męskie ciało. Kuby !
- Hahaha, jesteś niesamowita. Zaraz, a czy ciasto nie powinno być bia..
- Białe ? Bo nie ! To mój nowy, ulepszony przepis ! - machnęłam rękami na tyle gwałtownie, że pewnie bym  zwaliła miskę na ziemię. Ale tego nie zrobiłam. O nie. Jeju, po co siebie oszukuję ? Jasne, że zwaliłam. Ciasto pochlapało ściany, nagie ciało Aleksa, nowe spodnie Albina i mój nowiutki, słodki fartuszek. Ops !
Wszyscy troje popatrzyliśmy na to bez jakiegokolwiek wyrazu twarzy.
- Michał - powiedzieliśmy chórem i wyszliśmy z kuchni.

***

- Ale to nie ja ! To Michaś ! - krzyknęłam wzburzona. - Jak śmiesz mnie oskarżać o wylanie ciasta na ziemię ! 
- Michaś. Serio  - Mikołaj popatrzył na mnie jak na idiotkę. No tak..
- Ta-ak. Chłopaki mogą potwierdzić. Chłopaki ? - popatrzyłam na nich.
Aleks odwrócił głowę, Albin z kolei zaczął gwizdać. Debil ,to jasne, że jak ktoś zaczyna gwizdać, to jakby wydał całą prawdę !
- Chyba jednak nie potwierdzą. Idź posprzątać - posłał mi jeden ze swoich spojrzeń '' Idź zrobić co ci każę, po inaczej dostaniesz w ryja ''.
- Nie - odwróciłam głowę w drugą stronę.
- Idź.
- Nie.
-Idź - wtrącił się Aleks. 
- No.. dobrze - odpowiedziałam cicho.
- S-serio ?! - wykrzyknęli wszyscy troje.
- Nie - uśmiechnęłam się. 
- Zachowujesz się jak dziecko. Zupełnie jak D-Z-I-E-C-K-O -przeliterował bardzo wolno '' TO '' słowo.
- Przepraszam ? - żachnęłam się. 
- Nie ma za co - odpowiedział Albin i zaśmiał się razem z Aleksem. 
Obrzuciłam na nich ponurym spojrzeniem.
- Ah tak ? Aleks i Albin twoją maszynką golili sobie..
- Golili sobie nic takiego ! Mikołaj, to był Michał. Chcieliśmy tylko wrobić Tyśkę. Nie wiń jej.
- Hm.. dobra, wierzę Wam. Lepiej by było, żeby to była prawda.
- Jasne ! - pisnęliśmy we trójkę.
- Ej, wiecie, że Michaś śpi już od czterech godzin bez swojego Miśka ? Cud - powiedział Kubuś kładąc się na sofie.
- Czterech godzin powiadasz.. - spojrzenie Mikołaja natychmiast powędrowało ku mnie.
- T-ta ? To nie prawda ! - rzuciłam, jednym susem znajdując się przy Kubie. - To nałogowy kłamca, idioto. To widać gołym okiem. - rzuciłam. Wzięłam pojedynczą skarpetkę, która leżała na ziemi i wsadziłam do  buzi Kubusiowi. Bezgłośnie powiedziałam do niego '' Przepraszam''. - No więc. On kłamie. 
- Jakaś ty głupia, Martyna - jęknął Mikołaj wychodząc.
- To prawda - ktoś rzucił za mną. Powoli odwróciłam się w ich stronę.
- Który to ?
- Wszystkie palce wskazywały Kubę. Kochanego ojca mojego dziecka. Mojego kochanego chłopaka.

Ominięte zerwanie Julki i Aleksa xD

- No wiesz co ! - prychnął Aleks trzymający Julię na kolanach. Oglądanie telewizji w pochmurne dni były ich ulubionym zajęciem.
- No, sorry bardzo, że Lucy nie może być z Edwardem, nie moja wina - powiedziała cierpko Julka schodząc z jego kolan.
- Co cię ugryzło ? - burknął Aleks patrząc na nią. - Co się dzieje ?
- A co do cholery ma być ? Dupa się dzieje - odpowiedziała i wyszła z pokoju. Pierwszą jej myślą było '' Ale ze mnie szmata '' . Zdradziła go. Nieumyślnie, ale zdradziła. Jak mogła teraz udawać, że nic się nie stało, jak naprawdę się stało ? Dużo się stało.
- No więc - spróbował ponownie chłopak przeczesując włosy.
- J-ja..
- Halo, halo kochani - powiedziała Martyna wchodząc do domu.
Julia odetchnęła z ulgą. Miała szansę na ucieczkę. Teraz, albo nigdy.
- Spałam z Mikołajem ! - krzyknęła po czym szybko zasłoniła sobie usta dłońmi. Cholera, co zrobiła, to nie tak..
- J-Julka .. ? - wyszeptała Martyna biorąc Michasia na ręce.
Aleks się nie odzywał. Patrzył nieprzytomnym wzrokiem prosto w jej oczy.
- Aha - odpowiedział i ruszył w stronę drzwi.
- Nie ! - krzyknęła Julka łapiąc go za ramię, ale ten wyrwał się.
- Nie dotykaj mnie, jesteś brudna - powiedział przez zaszklone oczy.
- Aleks, dosyć .. -  powiedziała Martyna odkładając Michasia do łóżeczka. Podeszła do niego i mocno go objęła. Ale ten już na nic nie patrzył. Przytulił Martynę i wybuchnął płaczem.
- Dosyć ?! Tyśka ! Ona.. ona z nim.. brzydzę się nią.. brzydzę..się nimi - powtarzał kolejno słowa chowając twarz w jej włosach.
- Ciii.. - szeptała Tyśka głaszcząc go po włosach. Rzuciła Julce wściekłe spojrzenie. Z jej ust zrozumiała tylko jedno, jedyne słowo, które zabolało. '' Zadowolona ? '' .
- Nie ! Ale .. - urwała bo w drzwiach zobaczyła Kubę, Mikołaja i Albina.
- Co się dzieje ? - zapytał Kuba podchodząc do swojego synka. - Cześć młody.
- Wiesz, Julia ci powie - rzuciła oschle Martyna.
- Czułam smród, ale nie byłam pewna swojej teorii. Teraz wiem, że to od ciebie tak cuchnie kłopotami - syknęła Iza wchodząc do domu za chłopcami.
- Milcz ! - krzyknęła Julka telepiąc się ze złości.
- Masz problem ? - zapytała Iza podchodząc do niej.
- Stop ! - krzyknął Mikołaj wchodząc pomiędzy nimi.
- Zamknij się, kretynie - mruknęła Tyśka.
- A tobie co ?! - popatrzył na nią.
- Gówno. To wszystko przez ciebie - warknął Aleks łapiąc odruchowo dłoń Martyny.
- Chwilunia, o co chodzi ? - zapytał Kuba.
- Bzyknął ją. Ale gdzie tam, on jest singlem, a Julia oczywiście też. '' Już '' też. Haha, głupi byłem.. - baknął załamanym głosem Aleks.
- Huh.. - Mikołaj spuścił wzrok.
- Zatkało, kochanie ? - pisnął wściekle Albin.
- Nie wtrącaj się - Julka popatrzyła na niego. - To nie wasza sprawa.
- Miło, że tak traktujesz swoich przyjaciół. Ciesze się - powiedziała smutno Martyna odwracając się na pięcie. Zniknęła w swoim pokoju.
- Brawo - rzucił Kuba i biorąc dziecko na ręce poszedł za nią.
- Hahaha, idę stąd, bo rzygać mi się chce jak na was patrzę - wycedził ponuro Aleks ocierając oczy. Wyszedł z domu.
- Pójdę za nim  - mruknęła Iza i wybiegła za nim.
- Nie skomentuję tego - Albin podrapał się po głowie. - Nara.
- Super, wszyscy wielce obrażeni. Hah.





piątek, 3 lutego 2012

Cd.

Wzięłam głęboki oddech.
- Wspaniałe uczucie - powiedziałam idąc przy prowadzącym wózek Kubie.
- Pierwszy spacerek a młody już zasnął - powiedział trochę zawiedziony. 
- Wczułeś się w rolę taty - powiedziałam śmiejąc się cicho.
- Oh ! Cóż za urocza rodzinka. Śliczniutkiego macie barta - powiedziała staruszka nachylając się nad Michasiem. Speszona spuściłam głowę.
- Ehm.. macie brata ? - zapytał Kuba patrząc na staruszkę krzywo. - Nie jesteśmy rodzeństwem..
- Twój ? - zapytała patrząc na niego dziwnym wzrokiem. Po chwili szeroko otworzyła szeroko oczy. - W tym wieku ! Co za wstyd ! Co na to wasi rodzice ?! - zapytała oburzona patrząc mi prosto w oczy.
- Nie mam rodziców - rzuciłam jej oschłe spojrzenie po czym zwróciłam  się do Kuby - Idziemy ? 
- T-ta .. - powiedziała zmieszana -  Przykro mi, ale to nie zmienia faktu, że możesz wskakiwać obcym do łózka !
- Ten ''obcy'' to mój chłopak. Po drugie, niech pani uważa, co mówi. To moja sprawa co robię, sfrustrowana starucho - rzuciłam jej spojrzenie pełne pogardy i ruszyłam dumnym krokiem do przodu.
- Bezczelność .. - zaczęła staruszka. Niestety nie dosłyszeliśmy dalszych przezwisk, gdyż byliśmy za daleko.
Kuba szedł bez słowa pchając wózek. 
- Mam dosyć tych wszystkich ludzi - rzucił ni stąd, ni zowąd .
- Uhm - mruknęłam cicho patrząc na mojego synka. Nie miałabym powodu, żeby się jego wypierać. Przecież to nasze dziecko.
- Wiesz co, wracajmy, głowa mnie boli - powiedziałam patrząc na niego z przymrożonymi powiekami.
Uśmiechnął się.
- Też mam tego dosyć - odpowiedział po czym skierowaliśmy się do dobrze znanej nam kawiarni. 

***

- Aaaa, słodziaczku mój ! - pisnęła Julka ściągając fartuszek. Rzuciła go w stronę Magdy i krzyknęła - Madziu?
- Ta, ok, ok ciociu - mruknęła Magda
- Genialna jesteś - powiedziała po czym usiadła przy naszym stoliku. - No, jak tam na spacerku, mój książę ? - zapytała Julka patrząc z uwielbieniem na Michasia.
- Oczekujesz odpowiedzi ? - zapytałam śmiejąc się.
- No wiesz, dzieci są bardzo inteligentne ! - uśmiechnęła się po czym zaczęła gruchać do małego.
- Cóż, nie wszyscy są tak pozytywnie nastawieni w stosunku do Michasia - mruknął ponuro Kuba.
- Taa..

czwartek, 26 stycznia 2012

Rozdział . XXX

- C-ciocia .. - zaczęłam, kiedy ocknęłam się z szoku. Ta kobieta, jest siostrą mojego zmarłego ojca. Nie będę ukrywać, że nie darzę jej sympatią.
- Niestety .. Nie mów do mnie ciocia. Jestem Eliza, czyż nie ? - rzuciła oschle kierują wzrok w stronę Michałka. Skrzywiła się. - Heh, wiedziałam, że kiedyś przyniesiesz wstyd swojemu ojcu .., nie spodziewałam się, że urodzisz bękarta. Brawa .. dla Ciebie.
- Jak śmiesz .. - nie zdążyłam dokończyć gdyż poczułam przeszywający moją twarz ból. Moje myśli zaczęły bezwładnie krążyć mi w głowie.  Zakręciło mi się w głowie, przez co mogłam upuścić dziecko.
-Trzymaj języka za zębami, kochanie. Jesteś jak matka. Bezwartościowe zero - powiedziała bez konkretnego wyrazu twarzy.
Mój wzrok przykuło coś, a raczej ktoś, kto stał w progu. Kuba przyglądał się całemu zdarzeniu. Tak jak i ja, był  zszokowany. Jego szok przeobraził się jednak w coś, czego nie byłam w stanie rozgryźć. To była dzikość, jakiej nigdy przedtem nie widziałam. Szybkim krokiem znalazł się obok, gładząc mój policzek.
- Ty odrażająca kreaturo - syknął w stronę Elizy.
- Nazywał mnie tak mąż, i jakoś to przeżyłam, tak i teraz przeżyję, zważając na to, że jesteś nikim - powiedziała uśmiechając się słodko w jego stronę.
- Nie waż się ich dotykać .. - rzucił jej spojrzenie pełne nienawiści.
- Kubusiu, tak się nazywasz, prawda ? Heh. Zmieniłeś się.. kiedyś byłeś  grzecznym i dobrze wychowanym chłopcem. A teraz .. dzięki niej stałeś się tak samo beznadziejny jak ona sama- rzuciła mu oceniając stan swoich nowych tipsów - I jeszcze ten bękart ..
Popatrzyłam na Kubę i zamarłam. W jego oczach można było ujrzeć łzy. Stopniowo zbierało się ich coraz więcej aż same trysnęły mu z oczu.
- Tak jak myślałam, żałosne ..
- Em, jeżeli skończyła pani swoje banalne przemówienie, proszę się stąd wynieść, bo wezwę ochronę - powiedziała Dominika ukazując się w drzwiach.
- Nasienie diabła .. - powiedziała z przerażeniem w oczach Eliza.
- Ha.. hahahah .. hahaha - wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem Dominika. - Dalej mnie tak pani nazywa mimo, że minęło tyle lat ..
- Znajdź mi osobę, która poznałaby cię i była normalna ! - krzyknęła Eliza patrząc jej prosto w oczy.
- Radzę, żebyś stąd wyszła, zanim zrobię coś, czego będę ..a raczej nie będę żałować, ale sprawi mi to niewyobrażalną radochę ! - krzyknęła Dominika robiąc zgrabny piruet.
- Zobaczymy, kto ostatni będzie się śmiał .. - powiedziała po czym znikła.
Siedziałam z dzieckiem na rękach całkiem oszołomiona.
- Dominika .. zabierz je.. proszę .. - powiedziałam i po chwili to ona trzymała Michasia na rękach.
Kuba usiadł obok mnie biorąc moją dłoń i splątał ją ze swoją. Zamknęłam oczy i zacisnęłam usta. Eliza nie da nam spokoju. Eliza wszystko zniszczy. Eliza się wtrąci.


***

- Kuba, mamy wszystko ? - zapytałam po raz setny, bo wiedziałam, że o czymś zapomnieliśmy. 
- Tak, mamy - powiedział śmiejąc się zapewne z mojej głupoty. Nie byłam pewna, czy kupiliśmy wszystko. 
- Pampersy ? - zapytałam.
- Tak - odpowiedział. 
- Chusteczki, przybory do kąpieli ? - zadałam ponownie pytanie.
- Tak, i .. tak - odpowiedział z nutką rozbawienia w głosie. 
Byliśmy w drodze do domu. Tak. Mogliśmy zabrać naszego zdrowego maluszka.
Kiedy byliśmy na miejscu, Kuba wziął Michasia na ręce, a ja z Mikołajem zabraliśmy torby z bagażnika. Kuba był zakochany w naszym maleństwie. Zapatrzony był w niego jak w obrazek. Gdy tak patrzyłam na nich, było to jak miód na serce. 
- Hej, Romeo, rusz się - powiedział oschle Mikołaj lekko kopiąc mnie w tył.
- Wybacz, już - powiedziałam po czym zeszłam mu z drogi. Brakuje mi mojego przyjaciela. Dawnego przyjaciela.. nadal żywi do mnie urazę. Mikołaj nie przepada zbytnio za Michasiem. Ostatnio słyszałam, jak mówił do niego '' Ty mały robalu, myślisz, że jesteś taki słodki ? '' . To było trochę przerażające. Odkąd jest z Julią, stał się dziwny. Nie umiem tego wyjaśnić. 
- Ta, ta - odpowiedział po czym puścił do mnie oczko. Tak. To był mój dawny przyjaciel.
Kiedy dotarliśmy na górę, już na korytarzu słychać krzyki.
- Zostaw to idioto ! - krzyczała jak zwykle pełna sił witalnych Julia. Kiedy weszliśmy do środku Julia szarpała się z Albinem o małe śpioszki. 
- Tyśka, kochanie, mam dla Ciebie prezento ! - krzyknęła Julia wyrywając Albinowi małe, niebieskie śpioszki. 
- Ej, nie przeginasz ? - powiedział Albin wyrywając jej ubranko. - To od nas, a nie od niej - dodał.
- Phi, mówcie co chcecie, ja zapłaciłam więcej. O Jezusie, a kto to ! Mój malutki bąbelek ! - pisnęła Julka biegnąc prosto w stronę Mikołaja, Kuby i Michała.
- Oo, skarbie, też się cieszę, że Cię widzę - powiedział Mikołaj rozkładając ręce.
- Ta, ja też - machnęła Julka po czym zaczęła wyrywać Michasia z objęć Kuby.
- Proszę, weźcie to coś, zanim rozwali dom - powiedziała Iza podchodząc do Michałka.
- To coś ? Chyba się przesłyszałam - powiedziała Julka trzymając małego na kolankach.
- Em.. nie - powiedziała marszcząc nos. 
- Jakbym nie miała mojego kochanego .. Michasia, dostałabyś w ryja - powiedziała. 
- Zamknijcie się obie - powiedziałam śmiejąc się. - Jestem zmęczona.
- Ah, idź spać, ja się .. my się tu wszystkim zajmiemy ! - krzyknęła zadowolona Julia obcałowując Michasia.
- Dobrze wariatko, nie zgwałć mi synka - powiedziałam po czym zniknęłam w naszym pokoju. Myslałam, że to koniec. ale to dopiero początek naszych zmartwień.

sobota, 21 stycznia 2012

Rozdział XXIX . 9 msc. później.

- Boże.. to takie koszmarne.. - powiedziałam próbując wstać. Dokładnie tak. Byłam w 9 miesiącu ciąży. Zdecydowałam się na dziecko, ponieważ jest Kuby. Pokochałam je z całego serca.. moje małe maleństwo. Za dwa tygodnie będziemy rodzicami. Z jednej strony .. cholernie się boję. Ale zawsze są przy mnie moi najbliżsi. 
- Ty, maluchu, tata czeka - szepnął Kuba głaszcząc mój wielki brzuch. Kiedy usłyszałam słowo '' tata '' .. czułam, że mogę się rozpłakał. Sądziłam, że mnie zostawi, że nie będzie chciał mnie znać przez to, że zrobiłam mu dzieciaka. On się cieszył ..
- Ciocia też ! - krzyknęła Julia, która była obejmowana przez Mikołaja.
- Tu są dwie ciocie - powiedziała zirytowana Iza, którą z kolei trzymał za rękę Aleks. 
- Ta.. ta.. zapomniałam - machnęła lekceważąco ręką. 
- Ty wstrętna .. ciotko ! - krzyknęła Iza.
- Co ty powiedziałaś ? - zapytała oszołomiona Julka podchodząc do niej.
- Gówno - odpowiedziała. 
I w tej chwili poczułam. Poczułam niewyobrażalny ból. 
- Wody jej odchodzą ! - krzyknął Aleks. 
- Boże, boże, boże .. nie pisali w poradniku jak się w takiej sytuacji zachować ! - krzyknął Kuba łapiąc mnie za rękę. Zaczęłam ciężko oddychać. I wtedy .. wtedy zapomniałam o Bożym świecie. 
- Boże, Mikołaj, bierz kluczyki ! - krzyknęła Julka ubierając kurtkę. Złapała mnie za rękę.
- Wszystko będzie dobrze, kochanie.. - szepnęła całując mnie w policzek. 
Dziesięć minut później byliśmy w szpitalu. Mimo, że nie wyraźnie widziałam, poznałam po zapachu. Nie minęła sekunda, a leżałam na czymś twardym. Leżałam na czymś niewygodnym. Ciężko oddychałam. Nie wiem kiedy znaleźliśmy się w szpitalu, ale wszystko było takie nierealne. Zapomniałam o bólu.. zapomniałam o strachu. Ktoś mocno trzymał mnie za rękę. Nie mogłam określić, kim był ten ktoś, ponieważ moje oczy zaszły łzami. Nie płakałam z powodu smutku. nie płakałam z powodu bólu .. płakałam ze szczęścia. Za chwilę na świat miało przyjść moje maleństwo. Za chwilę ja i Kuba mieliśmy stać się rodzicami. To uczucie było tak silne .. po chwili zorientowałam się, co się dzieje. Rodziłam. W tej chwili ! Przypomniałam sobie o bólu i strachu. Ból i strach ustał. Wszystko się ulotniło w jednej chwili. Chwili, w której usłyszałam krzyk płaczącego dziecka. Zamknęłam oczy.



***


Otworzyłam oczy, po czym je natychmiast zamknęłam. Strasznie mnie piekły. Dotknęłam brzucha. Przestraszyłam się. Nie miałam go.. nie miałam mojego dziecka.
- Kochanie .. - zaczął Kuba, który siedział trzymając mnie za rękę. 
- Gdzie jest !? - zapytałam zbyt ostro. 
- Jest .. chłopczyk - powiedział Kuba uśmiechając się szeroko. W jego oczach pojawiła się łza, którą natychmiast otarł. Spadł mi kamień z serca. Jestem .. matką. To dziwne uczucie. Na chwilę przestałam myśleć, jakie to cudowne uczucie. Przestraszyłam się. Do sali weszła Dominika trzymając .. dziecko na rękach.
- No proszę, proszę, proszę. Jestem ciocią - powiedziała z uśmiechem patrząc na maleństwo. - Czy mama chce potrzymać swoją pociechę ?
- J-ja .. c-chcę .. - zaczęłam jąkając się. To był strach. Zbliżała się od mnie, co sprawiało że drętwiałam. Kiedy była już na tyle blisko, wyciągnęła w moją stronę ręce z moim chłopczykiem .. z moim .. synkiem. Powoli wyjęłam dziecko z jej objęć i popatrzyłam na nie. I wtedy wszystko było poza moim zasięgiem wzroku. Był tylko on. Był taki śliczny.. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Mój synek .. mój mały synek. 
- Cześć maluchu .. - zaczęłam. Nie wytrzymałam. Moje oczy zalały się. Tak. Płakałam. To niewyobrażalne szczęście mną zawładnęło. Nie umiałam opisać tak mocnego uczucia jakie żywiłam do maluszka.  - Tu twoja .. mama - dodałam nieśmiało. Zwróciłam się w stronę Kuby. 
- Chcesz potrzymać ? - zapytałam cicho nadal się uśmiechając. Popatrzył na mnie oszołomiony.
- J-ja nie umiem .. - zaczął zmieszany. Ale po jego minie wyczułam, że o tym marzy. 
- Zamknij się i weź - powiedziałam śmiejąc się cicho po czym powoli wręczyłam mu je. Popatrzyła na maleństwo. 
- Jak go w ogóle nazwiemy ? - zapytał nie odrywając wzroku od nowego członka rodziny. 
- Michał .. - zaczął niepewnie. 
- Michaś .. Nasz mały Michaś .. - zaczęłam. Byłam cała .. taka silna.. czułam się silna. Nie dało się opisać mojego szczęścia. 
- Jej .. jesteśmy rodzicami .. - zaczął. - Wow ! 
- Tak .. ja też nie mogę uwierzyć - powiedziałam patrząc tylko na Michasia. -Chyba powinnam je nakarmić ..
- Wiesz .. chyba wyjdę ochłonąć - powiedział oddając mi Michasia. 
- Puk puk, można ? - zapytała Iza stając w w progu.
- Można - powiedziałam uśmiechając się jak głupi do sera.
Kiedy moi przyjaciele weszli do środku, ich wzrok skupił się na małej istotce w moich rekach.
- Boże .. słodki ! - krzyknęła Julia i jednym susem znalazła się po drugiej stronie. - Mogę ? - zapytała.
- T-tak - powiedziałam wręczając jej Michała.
- Hejcia, tu ciocia, skarbie .. - powiedziała. - Boże.. kocham go .
- A myślałem, że to mnie kochasz - powiedział Mikołaj z udawaną obrazą. 
- Ty jesteś na drugim miejscu skarbie - powiedziała nadal patrząc na dziecko. - Nie mogę uwierzyć ..
- Ja też - powiedziałam szczerząc zęby. 
- Mamusiu - powiedział Aleks nachylając się na de mną. Cmoknął mnie w policzek.
- My już musimy się zbierać. Dominika sra dupę o dużą ilość gości. Wszystko będzie gotowe na wasz przyjazd .. Kuba na pewno z wami zostanie, a my się wszystkim zajmiemy w domu, spoko oko - powiedziała Iza.
- Ał - pisnęłam łapiąc się za brzuch. To był naprawdę silny ucisk. 
- Hej ! Co się stało ? - zapytała Julia podbiegając do mnie. 
- Nie, nic. Naprawdę. Idźcie już, idźcie - powiedziałam.
- Ale od razu dzwoń po pielęgniarkę jakby co .. - zaczął Aleks. 
- Ta..ta, tatusiu - powiedziałam śmiejąc się. Pomachałam im na pożegnanie. 
- No, skarbie..mama jest zmęczona .. - powiedziałam po czym zadzwoniłam po Dominikę. A tym samym czasie do pokoju weszła Dominika z dorosłą kobietą. 
- M-Martyna .. - zaczęła patrząc to na mnie, to na Michasia. 


XXXVIII .

- Więc .. co teraz ? - zapytałam ochrypłym głosem. Znowu wymiotowałam. Razem z Dominiką siedzieliśmy na ławce w parku. Dzień był piękny. Mimo, że towarzyszył nam lekki wiaterek, nie sposób było zauważyć, że słońce nam sprzyja.
- Kiedy ostatnio miałaś okres ? - zapytała patrząc na mnie podejrzliwie.
- Co ? Żartujesz ! Chyba nie myślisz .. - zaczęłam histeryzować. To było niemożliwe. To był jeden, jedyny raz kiedy to zrobiliśmy. Nie mogłam od tak zajść w ciążę.
- Nie żartuję .. a jeśli jednak ?! - zapytała patrząc na mnie. Była przerażona. - Masz dopiero 16 lat ..
- 17 - powiedziałam chcą wyprowadzić ją z błędu. Natychmiast pożałowałam tego, że się wtrąciłam, kiedy posłała mi swoje wściekłe spojrzenie.
- Serio jesteś głupia - powiedziała wstając. - Chodź, idziemy do apteki.
- Chyba o tym nie myślisz .. - zaczęłam cicho, ale zamknęłam się.
- Już ! - rzuciła mi swoje groźne spojrzenie. Wstałam i zgodnie z jej '' prośbą '' poszliśmy do apteki.


***


- Dzień dobry - powiedziałyśmy jednocześnie wchodząc do pomieszczenia, w którym znajdowały się najrozmaitsze pudełeczka, fiolki, opakowania i wiele innych rzeczy.
- Dobry .. nie wiem, czy taki dobry - powiedziała ekspedientka. Wyglądała na ok. 55-60 lat. Sprawiała wrażenie uroczej staruszki, której niczego nie można zarzucić.
- Zależy jak dla kogo - rzuciła Dominika patrząc na nią ostro. - Prosiłybyśmy test ciążowy.
- Oo, widzę, że córeczka poszła w tany - powiedziała sprzedawczyni mierząc mnie wzrokiem. Powiało chłodem, serio.
- C-córka ? - zapytała patrząc na nią widocznie zaszokowana. - Czy ja pani wyglądam na taką ?
- Jesteście podobne do siebie, więc albo siostry, albo matka z córką - odpowiedziała. 
- To już nie pani sprawa, więc proszę dać ten cholerny test - syknęła Dominika posyłając jej nieprzyjemne spojrzenie. 
- Gówniaro .. zważaj sobie. Ile ty masz lat, a ile ja ? Różnica jest bardzo wielka, więc nie pozwalaj sobie. Dla mnie jesteś nadal tylko dzieckiem - popatrzyła na nią staruszka.
- Niech się pani nie zapomina. Bo będziemy mieli nieprzyjemności. Niech pani mnie nie zmusza, żebym poszła po szefa - uśmiechnęła się słodko Dominika.
- Udławcie się - powiedziała rzucając test na ladę. Dominika bez słowa rzuciła pieniądze.
- Do widzenia - powiedziała słodziutko po czym wyszłyśmy.
Gdy byliśmy na dworze zapytała :
- Musimy mu powiedzieć o naszych przypuszczeniach.
- Zwariowałaś ? - zapytałam.
- Nie - rzuciła i byliśmy w drodze do domu.


***


- Jejku .. gdzieś ty była ?! - powiedział Kuba otwierając drzwi. Objął mnie w pasie. - A ona co tu robi ? - zapytał patrząc za mnie. 
- Byłam z nią w mieście .. - powiedziałam drżącym głosem. 
- Co się stało ? - zapytał przestraszony.
- Romeo, spokojnie, nic jej nie zrobiłam. Ale Niedługo zamiast Romea i Julii, będzie Romeo, Julia i ten mały bękart - powiedziała Dominika posyłając mu chłodne spojrzenie.
- C-co ? - zapytał. W jego głosie można było rozpoznać, że jest przerażony.
- T-to nie jest pewne .. - zaczęłam ostrożnie.
- Chodź, zrobimy testy - powiedziała ciągnąc mnie do łazienki.
Kiedy byłam z nią w środku, zrobiłam test. Nie chciałam patrzeć na wynik. Od niego zależała moja .. to znaczy nasza przyszłość. Nie chciałam mieć dziecka. Po pierwsze, to by znaczyło koniec pomiędzy nami. Spójrzmy prawdzie w oczy. Żaden chłopak nie chce mieć dziecka. Po drugie, przecież jestem nieletnia ! Kubę mogą zamknąć. A po trzecie .. ciężko by nam było mimo że mam spore oszczędności po rodzicach.
Podałam Dominice test.
- Ty to zrób - rozkazałam jej zamykając oczy. Nie chciałam wiedzieć. Serce waliło mi niemiłosiernie. Chciałam, żeby wynik był negatywny.
Dominika rzuciła okiem na test. Spojrzała na mnie.
- No więc ..

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Rozdział XXVII . - oczyma Mikołaja.

Właśnie przechodziłem przez pasy. Miałem w dupie czerwone światło, miałem w dupie krzyki oburzonych kierowców. W tej własnie chwili miałem nadzieję, że któryś z kierowców pomoże mi zasnąć i się nie obudzić. Miałem nadzieję, że nie zahamuje i to będzie koniec cierpień. Mimo, iż wiedziałem, że to kiedyś nastąpi, nie wiedziałem, jak bardzo może to przeżywać i jak bardzo może to boleć.
- Jezusie, nigdy nie widziałam takiego debila jak ty - usłyszał głos za sobą. Kiedy się obrócił, stała ona. Julia.
Nigdy nie patrzył na Julię jak na kobietę. Zawsze była dla niego koleżanką i przyjaciółką Martyny. Ale kiedy tak stała i wpatrywała się w niego tymi swoimi oczami, poczuł coś w klatce piersiowej. To był natychmiastowy ucisk, który był miłym uczuciem. Jego ciało stało się lekkie.
- Serio ? Dlaczego tak myślisz ? - zapytał zmieszany po czym odwrócił się w drugą stronę.
- Człowieku, o mało cię nie przejechali - powiedziała po czym przyspieszyła kroku i znalazła się obok niego. Szli ramie w ramie nie odzywając się do siebie ani słowem. Nigdy nie widział jej tak poważnej. Zawsze rozgadana, hałaśliwa dziewczyna zmieniła się w potulnego baranka.
- Co teraz masz zamiar robić ? - spytała Julia. Nie wiedziałem, tak właściwie. Sprawa z Martyną wyprowadziła mnie z równowagi.
- Nic - odpowiedziałem obojętnie, chociaż czułem się szczęśliwy, myśląc że chce mnie gdzieś zaprosić. Być może .
- To mam pomysł - powiedziała po czym złapała mnie za rękę i zaczęła biec.


***


- Taaa .. to naprawdę wspaniały pomysł - powiedziałem sarkastycznie gdy dotarliśmy na miejsce. Skatepark. Jedyne miejsce, którego nienawidzę. 
- Nie lubisz ?! Jaki leszcz .. - powiedziała śmiejąc się. podobała mi się, kiedy się szeroko uśmiechała. Jej kolczyki połyskiwały, a ona sama wyglądała cudownie. Nie wiem skąd to uczucie. Po prostu było.
- Odezwał się mistrz - powiedziałem śmiejąc się. Jej mina ? Bezcenna. 
- Jak tam chcesz - powiedziała. - Chodź, przywitamy się - dodała. 
To prawda. Nie byliśmy jedynymi, którzy postanowili odwiedzić to miejsce. Na ziemi siedziały dwie laski. Paliły. Nie wiem, może to głupie, ale czuję, że takie laski są okropne i wolę trzymać się od nich z daleka. 
- Siema - rzuciła Julka podchodząc do bandy chłopaków trzymających w rękach deski. 
- Jul ! - krzyknął najwyższy podchodzą i obejmując ją. Po chwili przed oczami ukazał mi się obraz Kuby Martyny .. stop ! Spędzam teraz czas z Julką, i nie mogę myśleć o tematach, już dla mnie skończonych. 
- Too .. jest Mikołaj - powiedziała pokazując na mnie palcem. Znalazła się obok mnie i wzięła pod rękę. 
- Twój nowy boy ? - zapytał drugi. Był chudej postury. Dobrze się prezentował, ale na pewno nie świecił inteligencją. Umiałem rozpoznać takich. 
- N-nie .. to mój przyjaciel - powiedziała czerwieniąc się. - Z resztą, debile, to i tak nie wasza sprawa - dodała śmiejąc się.
- Już myślałem, to byłby słaby wybór .. - dodał po chwili.
- Co masz na myśli ? - zapytałem zbyt pewnie robiąc krok do przodu. 
- To, że na stówę nie masz jaj - powiedział patrząc mi prosto w oczy. 
Nie wiem, kiedy i jak to się stało, ale poczułem silny ból. Tak. Uderzyłem go w sam środek jego gęby. Mały nie pozostał mi dłużny. Nie liczyłem na wiele, ale jednak się przeliczyłem. Uderzył mnie z potrojoną siłą. Nagle wszystko stało się takie nierealne. Upadłem bezwładnie na ziemię.
- Mikołaj ! - krzyknęła Julia podbiegając do mnie. 
- Jezu, Damian ! Musisz być takim kretynem !? - krzyknęła w stronę młodego. 
- Nie widziałaś ?! To ona zaczął ! - krzyknął. - Chodźcie chłopaki. 
Zostaliśmy tylko my. 
- Chodźmy, ty idioto - powiedziała pomagając mi wstać. 
- Chcę się uwalić - powiedziałem patrząc prosto w jej oczy. 
- W końcu gadasz do rzeczy - powiedziała śmiejąc się. - Chodźmy do Aurory - dodała po czym ruszyliśmy w stronę odjazdowego klubu, w którym często robiono najlepsze dyskoteki w mieście. 


***


- Hahaha, nieee prawda - piszczała Julka chwiejąc się. Była uchlana w trzy dupy. Nie dziwię się po tym, ile tego alkoholu spożyła. Też nieźle dałem sobie popalić. 
- Zamknij się, niedoświadczona jesteś gówniaro - powiedziałem śmiejąc się jak skończony idiota. To było z mojej strony głupie namówić ją na taką zabawę. Spojrzałem na zegarek. Moim oczom ukazały się tylko zamazane litery i nic więcej. 
- Ci .. - szepnęła Julka po czym wybuchnęła gromkim śmiechem.
- Nie wiesz co mówisz, pijana jesteś - krzyczałem. - Jestem panem świata ! - dodałem przybierając pozę Rose z '' Titanica '' . Po chwili ktoś objął mnie w pasie. To była Julka zapewne udająca Jack'a. 
- Nie jestem pijana ! - pisnęła mi do ucha. Weszliśmy do domu. Nikogo jak zwykle nie było. 
- No gdzie się schowaliście, kociaki ?! - krzyczałem podnosząc poduszki i otwierając lodówkę. Nikogo nie było, mimo to miałem nadzieję że zobaczę Martynę i wygarnę jej wszystko, co myślę. Nagle ktoś nadepnął mi na piętę, czego skutkiem było wywalenie się na ziemię. Julka spadła na mnie i przygniotła mnie. Nie ruszyła się jednak. Nasze twarz dzieliły centymetry, a nawet milimetry. Zrobiła to. Nasze usta odnalazły się. To był zachłanny pocałunek, który sprawił, że moje serce zadrżało. Nie powinniśmy ..
- Dosyć .. - powiedziałem odpychając ją od siebie. Nie mogłem tego zrobić. To był cios poniżej pasa. 
- Musimy .. - powiedziała i powróciła do czynności. Co stało się potem ? Stało się to, że wylądowaliśmy w łóżku. Nie miała na sobie ubrań. Ja w gruncie rzeczy też nie. Po tej całej szopce opadliśmy na łóżko. Byłem dosyć zmęczony na jakiekolwiek wyjaśnienia czy co kol wiek. Po prostu nie umiałem cofnąć czasu. Po części .. spodobało mi się. Z drugiej strony .. zdradziłem Martynę. Chwila. Nie mogłem jej zdradzić, bo wybrała Kubę. Teoretycznie, to ona zdradziła Aleksa jako chłopaka, ja zdradziłem jako kumpel. Bałem się tylko jednego ..
- Chyba cię kocham - szepnęła po czym zamknęła swoje oczy. 

Rozdział XXVI .

- Dzień Dobry wszystkim .. - powiedziałam ziewając. Byłam tak cholernie wyspana, że mogłabym skakać, turlać  się i w ogóle. Przy stole zajadali śniadanie wszyscy oprócz Kuby.
- Dzień Doberek, Martynko .. - powiedziała chichocząc Iza. Popatrzyłam na nią zdziwiona.
- Uhu, wyglądasz zupełnie inaczej - ziewnął Albin popijając swoje kakao. Jego kąciki ust uniosły się w górę.
- Tak jakoś, seksownie .. - powiedział Aleks puszczając do mnie oko.
- Heeej - powiedziała Julka dławiąc się ze śmiechu. Zabrała ostatnią kanapkę z pomidorem i spojrzała na zegarek.
- C-cholera ! - krzyknęła i zaczęła się pośpiesznie ubierać.
- C-co się stało ? - powiedział Mikołaj trochę speszony.
- Heloł, ktoś musi pracować, żeby ci co się lenią w domu mieli coś do żarcia - pisnęła posyłając mu buziaka w powietrzu. - Pa, kociaki ! - dodała i już jej nie było.
Ale ona ma zmianę dopiero po 12 .. więc czemu wyszła tak wcześnie myśląc, że się spóźni ? Był ranek, długi, zimny ranek. Hm .. wstyd się przyznać, ale nie wiedziałam, jaki mamy miesiąc, który dzień i jaka była godzina.
- Która godzina ? - wyrwało mi się.
- 11:54 .. - powiedział Albin patrząc na zegarek. Cholera ! Do tej pory spałam ?
- Ah .. - pisnęłam cicho.
- Taa, co wy robiliście .. wieczorem ? - powiedział Aleks powstrzymując śmiech .
- C-co .. - zaczęłam nagle czując swoje rozpalone poliki.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem oprócz Mikołaja, który wpatrywał się nieprzytomnym wzrokiem w lodówkę na której widniały nasze zdjęcia. Na jednym byłam ja, Julia i Iza wiszące do góry nogami na trzepaku. Drugie przedstawiało chłopaków z Kubusiem w rękach. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Wtedy Mikołaj wylał na siebie niechcący jego zawartość. Wiedziałam, że tym samym, kiedy jestem z Kubą zadaję ból Mikołajowi. Przykro mi, ale to nie moja wina. Teraz on czuje się, jak ja się czułam kiedy nas zostawił. Ten sam ból ..
- Dobrze, zbieramy się. Chłopaki ? - powiedziała Iza kręcąc głową, by wyszli z kuchni. Albin i Aleks pospiesznie poszli na korytarz za moją przyjaciółką. W kuchni zostałam tylko ja i Mikołaj. Kuba już dawno gdzieś wyszedł.
- No .. co tam u ciebie słychać ? - palnęłam. W tej chwili chciałam cofnąć te słowa.
- Nie tak dobrze, jak u ciebie ale ujdzie - powiedział obojętnym tonem przeglądając gazetę.
- Jesteś zły ? - zapytałam cicho nadal na niego patrząc.
- Nie jestem - powiedział patrząc mi prosto w oczy. Wstał i jednym susem znalazł się przy mnie.
- Jestem wściekły. Nie wiesz jak się czułem słysząc wasze jęki i piski .. - powiedział dziko. - Po za tym, nie ważne. Pogodziłem się już z tym, że nie mamy ze sobą szans. Mam zamiar dać sobie z tobą spokój - powiedział odpychając mnie brutalnie i wyszedł. Po chwili usłyszałam trzask drzwi wyjściowych. Opadłam bezwładnie na ziemię a z moich oczu cisnęły się łzy. Nie chodziło o to, że mnie odpuszcza. Chodzi o to, że go straciłam. Że już nie będzie moim przyjacielem.. że to wszystko skończone. Zaczęłam cicho szlochać. Kiedy zamknęłam oczy, czułam na sobie jego dłonie. Jego ucisk nadal palił moje ręce. Wstałam i pobiegłam do łazienki. Nerwowo zaczęłam szukać czegoś w szafce. Do jasnej cholery ! jak ich nie potrzebuję, to zawsze są ! A jak potrzebuję, to ich nie ma ! Zaczęłam rozwalać ręczniki w poszukiwaniu owej rzeczy, niezbędnej w moim życiu. Miałam ich dużo, bardzo dużo. Ale .. ostatnio ilość ich malała. Nie mogłam powiedzieć, że to maga czy coś. Przecież w moim domu mieszkało jeszcze pięć osób, i dwóch stałych gości. Możliwe, że to oni mają z tym coś wspólnego. Moje oczy piekły i znowu poczułam, jak zaszły mi łzami. Po chwili poczułam coś. Nachyliłam się nad ubikacją i zaczęłam wymiotować. Nie wiem ile to trwało. Dla mnie wieczność. Kiedy skończyłam opłukałam sobie twarz i miałam zamiar umyć zęby.
- Hahahahaha, jesteś co najmniej śmieszna - usłyszałam głos za sobą i ten obrzydliwy śmiech doprowadzający mnie do kolejnych wymiotów.
- Dominika, wyjdź, bo kiedy na ciebie spojrzę, znowu się porzygam, a to jednak nie jest przyjemne uczucie - powiedziałam spokojnie nadal z głową w muszli.
- Nie bądź bezczelna.. gdzie się podziały twoje żyletki ? - zapytała rozglądając się. Jej rude, puszyste włosy okalały jej twarz. Jedyne czego jej zazdrościłam, to właśnie ich.
Popatrzyłam na nią zdziwiona. Czyli to ona je zabrała .. kiedy byłam w szpitalu !
- Czemu grzebałaś mi w rzeczach, ty cholerna pielęgniarko od siedmiu boleści ! - krzyknęłam patrząc jej prosto w oczy.
- Bo takie jest moje zadanie ! Nie mogę siedzieć bezczynnie, gdy komuś dzieje się krzywda - powiedziała poważnie patrząc prosto na mnie swoimi lśniącym oczami. Popatrzyłam na nią zmieszana. Nigdy nie widziałam, żeby patrzyła się na mnie w ten sposób. Zawsze się krzywiła, gdy mnie widziała. Teraz poczułam coś jak .. troskę.
Skierowała się w stronę mojego pokoju. wyszła z niego pospiesznie rzucając swoją kurtkę i torbę na łóżko. Kiedy skierowała się z powrotem do łazienki zaczęła przeglądać szafki. Wyciągnęła w końcu jakieś tabletki, nalała wody do kubeczka i podała mi je.
- Weź, powinnaś poczuć się po nich lepiej.. - zaczęła. - Pójdę zrobić ciepłej herbaty. Z dziećmi są same problemy ! - dodała zgryźliwie i wtedy poznałam ta Dominikę, którą tak mocno kochałam. Wredna zołza, która wywyższa się ponad wszystkich.
- Dziękuję mamusiu - odpowiedziałam połykając małą, czerwoną tabletkę. Skrzywiłam się.
- Nie martw się, jeżeli miałabym cię zabić, to by nie było otrucie ani nic z tych rzeczy, bo moim zdaniem to żałosne sposoby - powiedziała wyciągając dwie szklanki.
- Czemu jesteś taka miła ? -zapytałam patrząc na nią podejrzanie.
- Na jakiś czas możemy zawiesić broń. Melisa, zwykła czy jabłkowa ? - zapytała.
- Jabłkowa.. - zaczęłam i usiadłam na sofie. Wszystkie kości mnie bolały.
- OK. - odpowiedziała zalewając małe torebeczki.
- A więc, po co przyszłaś ? - zaczęłam ostrożnie.
- Wiesz, nie miałam co robić, więc postanowiłam was odwiedzić. Ale na mój fart zostałaś akurat ty - powiedziała zgryźliwie, ale uśmiechnęła się do mnie serdecznie.
- Aha - powiedziałam, bo tylko to byłam w stanie wykrztusić.
- Więc, źle się czujesz ? - zapytała kładąc swoją rękę na moim kolanie. Popatrzyłam na nią
 dziwnie.
- No co ? - burknęła zirytowana. - Chcę pogadać - dodała nieco spokojniej.
- W porządku odpowiedziałam biorąc kolejny łyk. Była pyszna, co mnie zdziwiło.
- Uhm.. a jak tam .. boli cię jeszcze coś po wypadku ? - zapytała z troską w głosie.
- Niee ? - odparłam obojętnie.
Chwila milczenia.
- A może .. miałabyś ochotę wybrać się na zakupy ? - zapytała niepewnie. Patrzyłam na nią z szeroko otwartymi oczami.
- J-ja ? - zapytała nie wierząc w to, co usłyszałam.
- N-no tak .. chciałabym kupić parę rzeczy .. nowe trampki itd. To jak ? - zapytała.
Hm.. to nie był zły pomysł. Po pierwsze też muszę kupić sobie parę rzeczy, a po drugie, może w końcu Dominika poszła po rozum do głowy.
- Zgoda  - odpowiedziałam wstając.

niedziela, 15 stycznia 2012

Rozdział XXV .

Biegłam przez ciemny korytarz. Kiedy tak biegłam, tunel wydawał się być nieskończony. Co chwilę czułam, jak moja stopa depcze coś twardego i ostrego. Szkło. Stanęłam, by przyjrzeć się ranom. Były głębokie, za głębokie jak na lekkie dotknięcie szkła. Usiadłam na po bliższym pieńku. Nie wiem, co to było. Obchodziło mnie to, żeby w końcu przyjrzeć się tej cholernej ranie w cholernym tunelu na cholernej kłodzie.
- M-Martyna .. - ktoś szeptał mi do ucha. Zamarłam. Pośpiesznie zaczęłam obracać się w różne strony w poszukiwaniu osoby, która owe dźwięki wydawała. Ten głos .. czysty, delikatny głos, w którym słychać było troskę, zakłopotanie i smutek. Ta .. obróciłam się w lewą stronę. Ku mojemu zdziwieniu, prze de mną pojawił się cień, który w ciągu sekundy zniknął.
- Martyna, Martyna, Martyna .. Martyna ! - szept przeobrażał się w rozpaczliwe krzyki i piski. Ktoś zaczął krzyczeć. Do jasnej cholery, czy to było jakieś show ? Czy ja jestem w jakimś zasranym filmie, w którym laska słyszy piski, a po chwili u jej boku pojawia się mężny rycerz, który ją obroni ? '
- Zamknij się .. zamknij się .. - szeptałam zatykając uszy. Opadłam na ziemię i coraz to mocniej ściskałam głowę. Było to drażniące i nieprzyjemne uczucie. - Zamknij się ! - krzyknęłam przeraźliwie.
Ustało. Nic, tylko cisza i ja. Mój oddech. Nie wiedząc dlaczego byłam jeszcze bardziej niespokojna. Zaczęła rozpaczliwie rozglądać się po tunelu.
- Nie wolno było ci .. tego robić ! - krzyknął głos. Dobrze znany mi głos.. poczułam, jak moja twarz płonie ..
Wstałam. Zapaliłam lampkę nocną i wgapiałam się w bijące od niej światło. To był sen. Tylko sen. Obróciłam się. Kiedy moja dłoń napotkała coś ciepłego, krzyknęłam odruchowo. Przyjrzałam mu się dokładniej. To był Kuba. Odetchnęłam z ulgą.
- Boże, co ci ? - zapytał przecierając oczy. Ziewnął.
- J-ja .. n-nie, jaa .. no wiesz, ja .. nie, bo to .. - jąkałam się próbując wymyślić coś sensownego.
- Cii - szepnął mi do ucha i przytulił mocno. Przez chwilę kołysał mnie powoli i delikatnie. To było przyjemne uczucie. Przegryzł płatek mojego ucha. Zaczął błądzić po mojej szyi muskając ją wargami.
- Co ty .. - zaczęłam ale ie dał mi skończyć. Kiedy odnalazł je, tak, moje usta wpił się w nie. Robił to bardzo zachłannie i dosyć brutalnie jak na niego. Kiedy oderwał się o de mnie, obrócił się  i szepnął mi
- Ładnie pachniesz - powiedział kładąc się na łóżko równocześnie zamykając swoje oczy.
Patrzyłam na niego przez chwilę. Czy to może być ten moment ? Czy ta chwila nadeszła ? Czy była pewna, że chce to zrobić ? Nie wiedziałam. Byłam pewna tylko jednego. Kochałam go i chciałam jego. Całego jego..
Obróciłam się w jego stronie i przejechałam palcem po jego policzku. Otworzył oczy.
- Tak .. - nie skończył, gdyż nasze usta się spotkały. Całowałam go niemal tak brutalnie, jak on mnie wcześniej.
Nie opierał się. Wplątał swoje palce w moje włosy. Przez chwilę zastanawiałam się, czy podjąć następne kroki. Wiedziałam, że chcę. Zaczęłam całować jego szyję, schodząc do brzucha. Tak jest. Zaczęłam całować jego brzuch.
- C-czekaj .. - powiedział cały zaczerwieniony.
- Tak ? - zapytałam zbyt pewnie. Nie byłam zawstydzona czy coś w ten deseń. Po protu chciałam tego.
- M-myślisz, że to jest ..
- Dobre ? Tak ! Tak, własnie tak myślę .. - zaczęłam. Po chwili przewróciłam oczami. - Nie, to nie - dodałam kładąc się z powrotem na poduszkę. Po chwili poczułam jego ręce błądzące po moich plecach. Nie minęła minuta jak moja bluzka bezwładnie leżała na ziemi.
- N-nie .. - pisnęłam chowając się pod kołdrą. Nie..jednak nie chciałam tego. Za szybko.. ale po części ..
- Nie chcesz - powiedział Kuba lekko zawiedziony. Hm ..
- Dobrze.. ja, chcę ci tylko coś powiedzieć - szepnęłam mu.
- Słucham cię moja droga - powiedział z nutką rozbawienia w głosie.
- No więc.. Dzięki tobie, znowu zaczęłam czuć. Chcę ci podziękować, że ..zjawiłeś się, i jesteś tu ze mną. Kocham cię .. i chcę .. nie, nie chcę .. nie, ależ chcę .. tak, chcę ! - krzyknęła podekscytowana, ale po chwili zakryłam sobie usta dłonią. Przecież nie mieszkaliśmy sami.
- To .. raczej tak, czy raczej nie ? - zapytała chichocząc cicho.
- Tak - powiedziałam ostatecznie.
Po chwili niczego już nie czułam. Byłam ja, świat i on, Kuba. Patrzyłam się w światło. A .. nie .. to była lampka. Dostałam ją kiedyś od mamy. Była fioletowa.
Poczułam to. Jęknęłam cicho. Złapał mnie za rękę dysząc. I zrobił to. W tej właśnie chwili odebrał mi dziewictwo. Czułam się inaczej .. zupełnie inaczej. Czułam, że moje włosy są dłuższe, że wcale nie mam krzywych nóg.. nagle wszystko stało się takie oczywiste. Jęknął i razem opadliśmy na miękką pościel.
- Ja .. tak bardzo cię kocham .. - zaczął cicho odwracając się w moją stronę. Patrzyliśmy na siebie nie odzywając się przez dłuższą chwilę.
- I ja ciebie .. - zaczęłam. Moje oczy się zamknęły. Otulił mnie i tak zasnęliśmy. Ogarnął mnie błogi stan. Chciałam być z nim całe życie, chciałam, żeby tym jedynym i ostatnim był właśnie Kuba. Mój Kuba .. którego pożądałam tak mocno, że nie potrafiłam tego ogarnąć. Stało się. Martyna się .. zakochała. Poważnie.

sobota, 14 stycznia 2012

Rozdział XXIV .

Wyczekiwałam ich. Miałam nadzieję, że pamiętają o moich urodzinach. W końcu tylko raz ma się 17 lat. Czekając tak myślałam. Przecież oni nie muszą pamiętać. Mimo, że mi przykro, nie muszą. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę !  - krzyknęłam ochrypłym głosem.
- Dzień dobry - usłyszałam czyiś wesoły głos. Kiedy obróciłam się, w progu stał Albin z paczuszką w rękach.
- Albin ? Cześć .. - powiedziałam obejmując go delikatnie na powitanie. Kiedy cofnęłam się, zauważyłam to.
Miał przekłutą wargę i pofarbowane na blond włosy. Wyglądał jeszcze lepiej, niż zwykle. Miał na sobie bluzę do kolan, ''rurki'', białe conversy. Związaną bandanę na głowie. Wyglądał uroczo.
- Dzisiaj jeśli się nie mylę, masz urodziny - powiedział wyciągając nieśmiało paczuszkę. - Wszystkiego naju !
Popatrzyłam na paczuszkę. Przełykałam ślinę. Mimo, że nie jesteśmy ze sobą blisko, pamiętał o moich urodzinach. I do tego kupił mi prezent. Odebrałam od niego paczuszkę. W środku był większy niż by się zdawało zeszyt. Okładka była puchata i mięciutka. Przyjemna w dotyku. Widniał na niej rysunek pandy.
- Jejku, to .. słodkie - powiedziałam naprawdę wzruszona. Przytuliłam go i cmoknęłam w policzek.
- Cieszę się, że ci się podoba - powiedział z ulgą w głosie. - Myślałem, że to dziecinne.
- Głupek - powiedziałam uśmiechając się. - To doskonały prezent - dodałam.
- Jak zwykle energiczna. Jak się trzymasz ? - zapytał oceniając mój stan jednym spojrzeniem.
- Nie, w porządku ..
Ktoś wszedł do pokoju. To byli moi przyjaciele. Zadrżałam.
- Boże, co się stało ?! - krzyknęłam podbiegając do nich.
Kuba. Kuba był cały poobijany. Miał rozciętą wargę, a jego wyprostowane włosy były potargane. Był absolutnie wykończony.
- Naprawdę, nic .. naprawdę - rzucił nerwowo potrząsając głową.
- P-Patryk ! - krzyknęła Iza. Ona była w nie lepszym stanie. Cała zasmarkana. Jej oczy były spuchnięte. Trzęsła się. Objęłam ją i głaskałam, dopóki się nie uspokoiła.
- Teraz opowiedz, co się stało .. - zaczęłam.
- No bo ..  na d-dole był P-Patryk .. i on .. on mnie bił .. on mnie bił - szlochała Iza. To było okropny widok. Wstałam. Wzięłam walizki z ubraniami i miałam zamiar wychodzić, kiedy w progu stanął Mikołaj. Był ubrany. W ręce trzymał walizkę. Popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem. Zaczął się nerwowo rozglądać po czym pokręcił głową.
- Uderzył cię ? - zapytał Albin.
- T-ta .. notorycznie ..  - zaczęła zmieszana Iza.
- Zaraz wracam - powiedział wściekły i rzucił się do wyjścia.
- Gdzie on .. - zaczęłam .
- Poszedł mu wlać - odpowiedział Aleks.
- Czyli wszystko jest w porządku. Możemy wracać do domu - powiedział.
- Taa ... - wzięłam swoją walizkę. Po chwili Kuba wyjął je z mojej ręki.
- Chodźmy - powiedział.


***


- Tęskniłam .. myślałam, że zapomniałeś .. - powiedziałam cicho opierając się o jego tors. Byliśmy już w domu. Nareszcie. Zdjęli mi gips. Leżeliśmy na moim łóżku w pokoju. Zamieszkaliśmy razem. Ja z Kubą zajęliśmy nasz pokój, Mikołaj pokój Fabiana, Iza śpi w innym, a Julia w kolejnym .
- Ja za tobą bardziej .. ale ten koszmar się skończył - powiedział głaskając mnie. 
- Ty debilu ! Co ty wyprawiasz ?! - usłyszeliśmy krzyk Julki z kuchni. Popatrzyliśmy się na siebie i pobiegliśmy w ich stronę. Kiedy weszliśmy, zamarliśmy. W kuchni panował burdel. Wszędzie były skorupki po jajkach, wylane mleko a na podłodze było pełno mąki. 
Julia stała na środku kłócąc się i wyrywając miskę Albinowi, który z kolei był upaprany mlekiem. Iza stała przy ladzie z mąką na twarzy i włosach. Mikołaj miał w garści pełno mąki. Aleks leżał na ziemi i zlizywał mleko razem z Popi. Psem Kuby. 
 - Yyy .. naleśniki ? - powiedziała niepewnie Iza. Spojrzeliśmy wszyscy po sobie, po czym wybuchnęliśmy gromkim śmiechem.
Mikołaj podbiegł do mnie i sypnął mi mąkę w twarz. 
- Ty .. cholerny .. - powiedziałam po chwili biorąc do ręki rondel. Popatrzył na mnie. 
- Nie odważysz się  - powiedział nieco spłoszony. W jego oczach była iskierka rozbawienia.
- Odważyłam się zjeść robaka, to dam radę i teraz - krzyknęłam zaczynając go gonić. Zamknął się w łazience. 
- Nie możesz tak biegać idioto - powiedziałam z wyrzutem.  Otworzył drzwi i liznął mi nos. Pisnęłam i zaczęłam wycierać nos.
- Ty chamie - powiedział Kuba i ruszył w jego stronę. 
- Hahaha ! Czyli nasza równowaga została przywrócona - powiedziała Julia dławiąc się ze śmiechu. Iza patrzyła na Albina i oboje się uśmiechnęli.
- Tak ! 
- Ale zaraz, dzisiaj są twoje urodziny ! Więc, zatańczmy ! - krzyknął Aleks zdejmując bluzę. 
- Disco, disco ! - krzyknęła Julia kołysząc biodrami. 
I tak zaczęły się nasze scene party. Skończyło się na tym, że pozasypialiśmy na podłodze grając w prawdę i wyzwanie. Uhm .. tak. Gdybyś był tu .. Fabian. 


22.08.2011

'' Fabianie, jest mi tak dobrze. Myślałam, że po twojej śmierci nie będę w stanie
normalnie funkcjonować. Ale .. pozory mylą. Znalazłam dużo nowych, świetnych 
przyjaciół. Zakochałbyś się w nich [ oprócz Albina, Kuby i Aleksa, hi hi ].
Chciałabym, żebyś tu był. Tak jak wcześniej. 
Ale człowiek .. musi  walczyć. Musi iść dalej.  Nawet jeśli to boli. 
Niedługo do ciebie dołączę. Może nie aż tak długo .. ale .. ''

                                   Kocham Cię i tęsknie. Twoja siostrzyczka 

Rozdział XXIII .

- Jeeeeeju, Aleks jest taki słodki - piszczała z zachwytu Julia. Dawno nie widziałam jej tak szczęśliwej. Dzisiaj nawet zauważyłam, że była przyjazna dla Izy, kiedy mnie obie odwiedziły. Ale Iza musiała iść do pracy, a Julia ma wolne. Leżała na moim łóżku szpitalnym.
- Eh, muszę go poznać - powiedziałam wdychając. Ona tak się cieszyła .. Będę ją wspierać.
- Tak ! Koniecznie ! Ale łapy z dala - rzuciła mi ostrzegawcze spojrzenie. Po chwili znowu się rozchmurzyła.
- Uhm .. jakże bym śmiała. Jest cały twój - rzuciłam pośpiesznie patrząc w okno. Kuby nadal nie było.
- Ziemia do Tysi !- krzyknęła Julka machając ręką przed moją twarzą. - Zaprosiłam go dzisiaj, by cię poznał!
- Nie mogę się doczekać - powiedziałam. Obróciła się i cmoknęła mnie w policzek.
- Kocham cię - uśmiechnęła się.
- Ja cie też - odpowiedziałam przesyłając jej buziaka w powietrzu.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego !


***


- Jezusie ! Te cholerne korki ! - krzyknęła Iza prowadząc swój nowy nabytek. Samochód. 
- Izka, spokojnie - zaśmiał się Kuba. 
- Przecież dzisiaj są jej urodziny ! - krzyczała Iza. Wychyliła się.
- Ty kretynie, szybciej ! - krzyknęła do mężczyzny z przodu i pokazała mu środkowego palca. 
Kuba milczał. Ona ma dzisiaj  17 lat. A on nadal ma 16. Staje się coraz doroślejsza. Tak bardzo ją kochał. A ten wypadek .. nie wiedziałby, co robić. Była dla niego wszystkim co miał. 
- Jedziemy ! - krzyknęła uradowana Iza i ruszyli.
Pół godziny później byli na miejscu. Kiedy wchodzili do środka, Iza przystanęła na chwilę i zamarła.
- Co się dzieje ? - zapytał Kuba patrząc w tą samą stronę co ona. 
- T-to on .. - jęknęła. To był ten damski bokser, który okładał ją na każdym możliwym kroku. Był pijany. 


***



- Nie musisz się tak stresować, moi przyjaciele są fantastyczni - cmoknęła znacząco Julia. Szła z Aleksem trzymając się za rękę do szpitala Św. Rafała. Dzisiaj były urodziny Tysi, a ona dała już swój prezent. Był to łańcuszek w kształcie serduszka. Serduszko było złote. Kiedy je wręczyła, widziała jej wzruszenie. 
- R-rozumiem .. tylko to takie stresujące - odpowiedział Aleks z lekkim grymasem. A jak nie zaakceptują go ? Co się wtedy stanie ? 
- Zaakceptują - powiedziała Julia, jakby czytała mu w myślach. Nachylił się i pocałował Julię w czoło. To nie był pocałunek, tylko raczej muśnięcie. Ale sprawił, że na jej twarzy pojawił się wielki rumieniec.
- Jeszcze .. - szepnęła. Nie musiała prosić. Tym razem nie pocałował jej w czoło. W usta. To było spontaniczne, ale i takie przyjemne..
- Chodź - szepnął łapiąc ją za rękę. 
Tak .. to wyjątkowy dzień. 

piątek, 13 stycznia 2012

Rozdział XXII .

Jak zwykle to robiła. Zlizywała piankę z kaw klientów. Zawsze tak robiła, nie dla zabicia smutków, tylko dla jaj. Ona to uwielbiała. A kiedy widziała, jak inni to piją, śmiała się.
- Julka, weź się do pracy ! - krzyknął mały, chudy facet z małymi syfkami. Podszedł do niej. Zobaczyła je. Włosy w nosie. Uśmiechnęła się do siebie.
- I z czego się szczerzysz ? Do pracy ! - krzyczał rozwścieczony.
- Ok, nie piekl się tak, Damian - powiedziała wznosząc oczy do nieba. Nie miała innego wyjścia. W każdej pracy dorywczej, mieli już pracownicę bądź pracownika. Tylko ta kawiarnia nie miała. Odkąd zamieszkała w domu  z Kubą i Izą, nie było łatwo. A jeszcze mieli dojść Martyna i Mikołaj. Dobrze, że nie była tą, która jako jedyna pracowała.
Siedziała z nosem w książce. Kogo chciała oszukać ? Przecież ona nie lubiła czytać nic po za opowiadaniami na blogach. Rzuciła książkę w tył.
- Julka, ty debilu ! - krzyknęła Magda śmiejąc się. - Uderzyłaś mnie - powiedziała przecierając czoło.
Julia popatrzyła się w bok, odwróciła się powoli i zaczęła się śmiać. Zawsze widziała takie coś w filmach, nie na żywo.
- Kawa - usłyszała nad sobą głos. Myślała, że kiedy podniesie głowę ujrzy grubego, napalonego na kelnerki faceta po trzydziestce. Myliła się. To co ujrzała, lub kogo, przerosło jej oczekiwania.
Z ręki wypadł jej długopis. Zarumieniła się i nachyliła się by go podnieść. W tej samej chwili i on schylił się by go podnieść. Stuknęli się głowami.
- Ała - krzyknęli chórem. Popatrzyli na siebie i wybuchnęli gromkim śmiechem. On był taki idealny. Był z pewnością scene. Miał blond włosy i był raczej drobnej postury. Wysoki i chudy. Idealna karnacja. Oczy wielkie, zielone. Nigdy takich nie widziała. Tej zieleni .. głębokiej.
- Aleks - powiedział z nutką rozbawienia.
- J-Julia , tak , Julia ! - powiedziała zbyt gwałtownie.
- To chyba, czy jesteś pewna ? - zapytał śmiejąc się. Śmiech był szczery.
- T-tak - uśmiechnęła się.



***


- Nyan ! - krzyknął Aleks w tym samym czasie co Julka. Siedzieli przy stoliku i pili gorącą czekoladę. Było po zmianie Julii, więc miała wolne. Mogła sobie pozwolić na poznanie owego ciacha. Roześmiali się.
- Hahaha, słodko to robisz - powiedziała. - Czekaj, pstryknę fot - dodała wyciągając telefon. Ale najpierw narysuję Ci wąsy..
- Dobrze ! - powiedział uśmiechając się. To był uśmiech przeznaczony wyłącznie dla niej. Kiedy próbowała mu je rysować, trzęsły jej się ręce. Była tak blisko niego.. Skończyła. Kiedy ustawiła aparat na jego twarz, przekrzywił głowę wystawił łapki. Wyglądał tak słodko ..
 Pstryk ! Gotowe. Popatrzyła na zdjęcie. Było genialne.  Chciała je mieć na zawsze. Chciała mieć pewność, że to nie sen. Byli tacy podobni. Obje kochali czytać blogi. Oboje byli zagorzałymi wegetarianami, oboje kochali psy i oboje uwielbiali fiolet. Ona pracowała w Azylu, a on w Venusie. Schroniska dla psów. Byli jednością.
- Dasz .. mi swój numer fona ? - zapytał nieśmiało. 
- Hahaha, nie, nie dam - powiedziała uśmiechając się. Wyciągnęła telefon i podała mu numer. 
- O kurczę, lecę, pa ! - krzyknęła poderwawszy się z siedzenia. Kiedy wychodziła, obróciła się i przesłała mu całusa w powietrzu. 
- Pa ! - powiedział. 
Zakochała się .. naprawdę .

Ferie.

Proszę, nie piszcie już więcej próśb o dedykację. Chciałabym, naprawdę, ale wiecie, za dużo tu tego. Nie mogę was tak o po prostu sobie dać. Muszę się zastanowić. Później zobaczymy.  Tym, którzy mają ferie, życzę udanej przerwy zimowej, a tym, którzy chodzą do szkoły, współczucia :D . Dzisiaj może napiszę kolejne rozdziały. Są ferie, więc mam sporo czasu na pisanie rozdziałów . Kocham Was . 

Rozdział XXI .

Siedziałam przy nim. Wydawał się taki .. cichy. Nie otwierał oczu. Jesteśmy tu już tydzień, a nasz stan polepsza się. Nie wiem czemu, ale .. kiedy tak na niego patrzę, po prostu ogarnia mnie poczucie, które każe mi się nim opiekować. W końcu znamy się od dziecka. Zbliżyłam się do jego twarzy i musnęłam jego czoło. Było rozpalone. Momentalnie otworzył drzwi.
- Wiedziałem, że na mnie lecisz - powiedział Mikołaj śmiejąc się do mnie. Nadal był czerwony.
- Uhm.. wcale nie. Jak byliśmy mali, zawsze tak robiliśmy - powiedziałam odwracając wzrok.
- Ta, kąpaliśmy się też razem, więc.. no wiesz - powiedział z nutką rozbawienia.
- Yh .. zamknij się ! - krzyknęłam do niego. - Ja tylko sprawdzałam, czy nie masz gorączki ! A wiesz, że sprawdza się ..
- Ustami ? - zapytał odrzucając jedną ręką swoją grzywkę. Zawsze mi się podobała.
- Nieee - powiedziałam. - Nieważne. Jak się czujesz ? - zmieniłam temat.
- Myślę o różnych rzeczach - powiedział.
- No, o czym ? - zapytałam.
- O To..
- Hej, Mikołajku ! - zawołała piskliwie Dominika. Kiedy mnie zobaczyła, skrzywiła się.
- O .. to ty .. - powiedziała zdegustowanym głosem.
- Tak, owszem - powiedziałam uśmiechając się do niej słodko.
- Szkoda .. - powiedziała oschle. Ignorując mnie dotknęła czoła Mikołaja.
- Co z ciebie za przyjaciółka ?! - krzyknęła wściekła. - On ma gorączkę, głupia krowo ! - krzyczała.
- Zamknij się i zostaw ją w spokoju - powiedział zirytowany Mikołaj. - A jeżeli jeszcze raz nazwiesz ją krową ..
- Przepraszam ! Zadowolona ? - zapytała rzucając mi wściekłe spojrzenie. Pięknie.
- Tak, dziękuję. Ale nie wiem, czy wybaczę, musisz ładnie poprosić - powiedziałam z uśmiechem. Wyciągnęłam gumową piłeczkę zabawkową dla psa Kuby. Rzuciłam ją o ścianę.
- Biegnij, już ! - zagwizdałam.
Usłyszałam donośny śmiech Mikołaja. Wyglądał tak słodko .. o czym ja myślę !
- Ty wredna szm..
- Wyjdź z stąd ! - powiedział ostro Mikołaj patrząc na nią wrogo.
- Mikołaj, przestań ..
- Już !
Wyszła. Tak po prostu bez żadnego pyskowania. Musiała go kochać, skoro była taka grzeczna przy nim.
- Wracam do mojego luksusowego, miękkiego i wygodnego łoża z baldachimem - rzuciłam mu uśmiechając się. - Do zobaczenia później - dodała i wybiegłam z pokoju przesyłając mu buziaki na pożegnanie.
Uśmiechnął się.


***


- Mikołaj, nie wiem, dlaczego robisz to wszystkim laskom - powiedziałam kiedy miałam ok. 12 lat. Właśnie szykował się do randki z jego '' ukochaną '' . 
- Dominika to jest to, Martyna - rzucił ściągając koszulę i przy tym odsłaniając tors. 
- Serio ? Nie wydaje mi się, debilu - powiedziałam kładąc się na jego łóżko. - Zostawisz ją jak inne. 
- A od kiedy jestem debilem, a ty tym, który mnie wyzywa ? - zapytał mierzwiąc mi włosy. 
Poczułam to. Zapach. Wanilia. Ten zapach kochałam najbardziej z pośród innych zapachów. Był .. taki słodki i taki niepowtarzalny. 
- Załóż koszulę, albo popsikaj się czymś, bo śmierdzisz, łosiu - rzuciłam udając, że zatykam nos. - Dominice niedobrze się zrobi - dodałam krztusząc się efektownie. 
- Nie bądź taka mądra, młoda. Też znajdziesz tego jedynego - powiedział śmiejąc się. 
Już znalazłam, idioto. Znalazłam ..
- Wiesz, poprawię ci włosy .. - zaczęłam i podbiegłam do niego przeczesując mu włosy. Jego włosy były idealne. Uwielbiałam ich dotykać .. miękkie w dotyku .
- Eh, już jest OK - powiedział. - No, jak wyglądam ? - zapytał. Prezentował się idealnie. Miał na sobie '' rurki'' , converse, rozciągniętą koszulę z napisem '' Jestem miszczu :D '', kujonki i tzw. '' czapkę menelską'' . Z jego warki połyskiwał mały kolczyk. Uosobienie ideału. Jego grzywka zasłaniała całe lewe oko. Pierwszy raz zazdrościłam komuś. Zazdrościłam Dominice.
- Doskonale - pokazałam kciuk do góry na OK.  On tego nigdy nie zrozumie ..

środa, 11 stycznia 2012

Rozdział XX .

- Wiesz, nie jest źle - powiedział Mikołaj. Odruchowo złapałam go za rękę. Skrzywił się.
- W-wybacz .. - powiedziałam puszczając jego dłoń. Zawahał się, ale z powrotem chwycił mnie. Był w ciężkim stanie. Jego twarz była cała podrapana i posiniaczona. Miał złamaną rękę i nogę. Jego ciało .. było całe poobijane.
- Boże .. nie wiem co bym zrobiła .. jeśli by ci się coś stało .. - zaczęłam.
- Hej, hej ! Jesteście chamscy ! Zrobili se imprezkę, ale nas to już nie zaproszą - powiedziała z udawanym oburzeniem Julia całując mnie w policzek. Po chwili doszli do nas Iza i Kuba.  Podszedł do mnie i także złapał mnie za rękę.
- Wiecie co ? Mam dosyć. Wszyscy jesteśmy w jakiś sposób skrzywdzeni.. - powiedziała Iza.
- W ogóle, śmieszne jest to, że tak wiele nas łączy - dodała Julia uśmiechając się blado.
- Chciałabym, żebyśmy byli zawsze razem. Żebyśmy mieli swój świat..- powiedziałam po chwili wzdychając. Kuba pocałował mnie w czoło.
- Taa .. mam pomysł .. - powiedziała Julia z uśmieszkiem nr. 33 - chytrym uśmieszkiem.
- Dajesz - powiedział Mikołaj uśmiechając się. Nadal trzymał moją rękę.
- Co wy na to .. nie, nie ważne - powiedziała odwracając się by powstrzymać śmiech.
- Dalej ! - krzyczeliśmy jeden przez drugiego.
- Zamieszkajmy razem ! Wtedy .. no wiecie. Będziemy sami dla siebie.
Może Julia miała rację ? Może odizolowanie się od świata dobrze nam zrobi ? Wszyscy w jakiś sposób byliśmy pokrzywdzeni. Jesteśmy okropnie podobni do siebie. Kiedyś nie myślałam w ten sposób. Chciałam umrzeć. Teraz .. wszystko się zmieniło..dosyć szybko. Naglę .. miałam nadzieję, że się nie mylę, zaczęłam co nie co czuć. Nie chodzi o Kubę, bo jego kocham .. ale moi przyjaciele. Zaufałam im.
- Hm .. kiedy spojrzeć na to z jednej strony, to nie jest zły pomysł. A z drugiej, ciekawe, gdzie mamy zamieszkać, einsteinie - powiedziała Iza patrząc w sufit.
- Ojej, przepraszam, że głośno myślę - powiedziała oburzona Julia.  Objęłam ją w talii.
- To doskonały pomysł moim zdaniem. Mój dom .. i Mikołaja jest całkiem duży. Niektórzy z nas pracują dorywczo ..
- Ja - powiedziała Iza.
- Ja też, ale to już wiesz - powiedziała ze śmiechem Julia głaszcząc Mikołaja po brzuchu.
- Huh, i ja - powiedział Kuba. Tak, pracował. Pracował w myjni samochodowej. Nieciekawe zajęcie, ale dobrze mu płacili.
- Kurczę, czy tylko ja nie pracuję ?! - zapytałam z wyrzutem.
- Yy, no tak - powiedziała Iza.
- To było pytanie teoretyczne - powiedziałam uśmiechając się do niej.
- Ja też nie pracuję - powiedział Mikołaj.
- Ej, te, Nowakowska, do swojej sali, już - powiedziała oschle Dominika opierając się o ramę drzwi.
- Znasz mnie, nie musisz bawić się w '' pielęgniarkę wyciągniętą z filmów '' - powiedziałam uśmiechając się do niej słodko.
- Mikołaj ? - powiedziała Dominika patrząc w jego stronę. - Powiedz jej coś ..
- Ona ma rację. Wracaj. Jesteś cała poobijana i masz łamaną rękę - powiedział.
- C-co ? Jaką rękę ..
Spojrzałam w dół. Naprawdę miałam złamaną rękę. Jak mogłam tego nie zauważyć ? Przecież nic nie czułam .. Ale jakoś dziwnie się poczułam. Ten ból .. nie myślałam o nim. W ogóle nic a nic.
- Rozumiem - powiedziałam i zeszłam z łóżka Mikołaja. Rzuciłam wściekłe spojrzenie Dominice i zniknęłam. Po chwili podbiegły do mnie moje przyjaciółki.
- Wredna, podła .. - zaczęła Julia, jednak Iza nie pozwoliła jej dokończyć.
- Julia, ochłoń. To jest siostra Kuby. Musimy ją traktować należycie. Po prostu .. jest podłą, manipulatorską..
- Kocham was, debile - powiedziałam. Zaśmiały się.
- Gdzie Kuba ? - zapytałam.
- Pewnie siedzi u Mikołaja. Zaraz dołączy, nie martw się - powiedziała Iza.
- A teraz wracaj i wypoczywaj. A w sprawie zamieszkania razem .. pomyślimy - powiedziała Julia. - Już my się zajmiemy. Kiedy wrócisz, wszystko będzie na tip top, słowo - dodała.
- A nawiasem mówiąc, też cię kochamy - powiedziała Iza i poszłyśmy do mojego pokoju.

wtorek, 10 stycznia 2012

Rozdział XIX .

- Nie wiesz nawet, jakie to uczucie ! Czuję, że żyję .. nareszcie .. Iza, Julia, Kuba .. i ty - powiedziałam rzucając się na łóżko Mikołaja. - Swoją drogą .. chciałabym pójść .. na cmentarz - dodałam ostrożnie.
- To idź - powiedział Mikołaj nawet na mnie nie spojrzawszy.
- Cham - rzuciłam. - Chcę iść z tobą, oczywiście.
- Ze mną ? A nie z Kubą ? - zapytał spuszczając głowę.
- Znowu .. przerabialiśmy to - powiedziałam zirytowana.
- Dobra, nieważne. Chodźmy - powiedział ubierając kurtkę. Włożył buty. - Na co czekasz ? ubieraj się - dodał.
- Okej, panie '' muszę zarządzić młodej żeby robiła to co ja jej powiem '' - rzuciłam.
- Ale wredna się zrobiłaś - powiedział po namyśle biorąc kluczyki do auta.
- Cóż ..



***


Powoli otworzyłam oczy. Natychmiast je zamknęłam. Raziło. Bolały mnie. Nie mogłam się także obrócić. Nic absolutnie nie czułam. Przestraszyłam się. Ktoś chwycił mnie za rękę.
- Boże .. Martyna ?! Powiedz coś ! - ktoś krzyczał mi do ucha.
- Uspokój się, idioto - odpowiedział mu drugi głos.  
- Z-zamknij się !
- Przecież ona żyje ! - dodała owa osoba.
- Morda oboje ! -krzyknął trzeci, subtelny głos. 
Próbowałam otworzyć oczy. Nie mogłam.
- Martyna ! Jeśli nas słyszysz, poruszaj palcem u nogi dwa razy - powiedział inny głos.
Skupiłam się. Słyszałam ich. Chciałam im dać znak. Musiałam. Musiałam..
Drgnęłam. Spróbuję. Pomyślałam o Kubie. Kuba ! Gwałtownie podniosłam się. Otworzyłam oczy. Było .. jasno. Nadal byłam słaba. Opadłam z powrotem na coś miękkiego. Teraz zmrużyłam oczy i postarałam się je całkowicie otworzyć. 
- Ona żyje ! - ktoś krzyknął radośnie. 
- Jakby nie żyła, nie byłoby jej tutaj, debilu - ktoś odpowiedział mu. Rozpoznałam ten głos. Dominika.
Otworzyłam oczy. Udało się ! Przetarłam je. Zaczęłam rozglądać się po wszystkich stronach.
Wtedy wszystko sobie przypomniałam. Zderzyliśmy się z pianym kierowcą. 
- Mikołaj ! - krzyknęłam i wstałam z łóżka. Chwiejnym krokiem zwróciłam się w stronę wyjścia. 
- Wracaj ! - krzyknęła Dominika. Nie posłuchałam. Zaczęłam biec w stronę lekarza, który właśnie rozmawiał z jakimś dziadkiem. Podeszłam do niego.
- Gdzie on jest ?! Gdzie Mikołaj !? - krzyczałam łamiącym się głosem.
- Uspokój się - powiedział zirytowany lekarz. - Leży w sali 25.
- Dzięki - rzuciłam i zaczęłam się rozglądać. Poczułam rękę na swoim ramieniu. 
- Wracaj .. - zaczął Kuba. Nie słuchałam go. Wyrwałam się i pognałam w przeciwną stronę. 

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Rozdział XVIII . -Iza ♥

- Hahaha, nie może być ! - krzyknęła Julka.
- Może ! - piszczałam śmiejąc się jak idiotka. Od naszego pierwszego poznania minęły dwa tygodnie. Mieszkała u nas przez ten czas, ale postanowiła, że wyniesie się do swojego brata. Teraz siedzimy w kawiarni, gdzie pracuje na pół etatu.
- Hahaha, nie wyobrażę sobie Kuby w bokserkach w panterkę ! - dławiąc się ze śmiechu oparła się o ladę.
- Julka ! Do roboty ! - krzyknął głos z zaplecza.
- Tak jest, szefie ! - krzyknęła Jull stając na baczność.
- Miłej pracy ! - śmiałam się.
- Wzajemnie ! Tylko, że ty będziesz leniuchować, a nie pracować ! - powiedziała i już jej nie było. Wróciłam do stolika i zaczęłam czytać. Po chwili usłyszałam huk. Odwróciłam się. Za szybą ukazywały się dwie postacie. Rozpoznałam dziewczynę i chłopaka. Zmrużyłam oczy. Ten jeden gest sprawił, że ujrzałam scenę, na której myśl zagotowało się we mnie w środku. Wstałam i szybki ruchem wyszłam na zewnątrz. Było dosyć ciemno.
- Co ty właśnie zrobiłeś ?! - krzyknęłam na owego chłopaka. Kiedy się odwrócił w moją stronę, zobaczyłam, że jest śliczny.
- Nie wtrącaj się - powiedział podchodząc do mnie.
- Uderzyłeś ją ! - krzyknęłam przenosząc wzrok na dziewczynę obok. Zamarłam. Była przesłodka. Długie, jasne włosy okalały jej twarz. Były mocno pocieniowane od góry do dołu. Zielone oczy, które błyszczały. Były pełne łez. Miała na sobie czarno-białą sukienkę. Białe conversy. Spinka w kształcie korony dopełniała wszystko.
- N-nie .. - powiedziała dotykając mnie niepewnie w rękę. Cofnęła ją i spuściła wzrok. Cierpiała. Widzę to.
- Nie ! Nie możesz dawać mu się bić ! -mówiłam do niej stanowczo. Po chwili opadłam bezwładnie na ziemię. Zostałam spoliczkowana przez chłopaka.
- Zamknij się i wra.. - nie dokończył. Urwał w połowie zdania. Niepewnie uniosłam głowę. Kuba.
- Ty damski, cholerny bokserze - powiedział pełen furii. Zaczął okładać go po całym ciele.
- Kuba .. nie .. - zaczęłam. Musowo złapałam się za policzek. Piekł jak diabli.
- Krwawisz ! - krzyknęła dziewczyna i podbiegła do mnie. Wyciągnęła z torby chusteczkę i przetarła mi policzek. Jej oczy napełniły się łzami.
- To moja wina. wybacz .. ja .. nie chciałam do tego doprowadzić. Ciągle mnie bił, ale go kochałam i wszystko mu wybaczałam. Ale to .. za daleko zaszło - szlochała. Podniosła się pomagając mi wstać.
Obróciłam się w stronę chłopców. Chłopak obrócił się na pięcie i odszedł chwiejąc się. Nieźle oberwał.
- Nic ci nie jest ?! - krzyknął Kuba biorąc mnie w ramiona. Przytuliłam się do niego.
-Tak .. - powiedziałam. - Dziękuję, Kuba - pocałowałam go w czoło. Odwróciłam się do dziewczyny. Wyciągnęłam dłoń.
- Martyna. A to Kuba - powiedziałam wskazując mojego chłopaka.
- Iza - powiedziała. Uśmiechnęła się. Pierwszy raz, odkąd ją zobaczyłam. Wyglądała jeszcze ładniej niż wcześnie.
- Masz gdzie się podziać ? - zapytałam.
Pokiwała przecząco głową.
- Uhm. Zaprzyjaźnimy się ? -zapytałam.
- Jasne ! - wykrzyczała radośnie.
Popatrzyłam na Kubę.
- Mieszkałaś z nim .. prawda ?- zapytał Izy.
-  T-tak .. - powiedziała unikając naszego wzroku.
- Na razie zamieszkasz z nami - powiedział Kuba. Wzięłam ją pod rękę.
- Ale czy to fair ? - zapytała.
- Tak. ile masz lat ? - zapytałam.
- 19 - odpowiedziała. Jejku .. znowu ktoś jest starszy o de mnie . - A ty ? - zapytała.
- 16 .. - powiedziałam.
- Ja też  - powiedział Kuba.
- Zawsze chciałam mieć młodsze rodzeństwo - powiedziała po chwili Iza.
- Masz okazję - uśmiechnęliśmy się z Kubą serdecznie.
- Więc .. wracajmy - powiedziałam.
Dwie przyjaciółki .. jejku. Los się do mnie uśmiechnął. Przechodziły to samo co ja. Też cierpiały. Miłość ogłupia. Jednak mi się udało. Teraz spróbuję pomóc im. Chcę, by były szczęśliwe, jak ja w tej chwili.

Rozdział XVII . - Jull ♥

Już czwarty raz okrążam park i mam pusto w głowie. Miałam nadzieję, że świeże powietrze dobrze mi zrobi. Cóż, to tylko ludzkie wymysły. To wcale nie odświeża umysłu. Było zimno. Naciągnęłam szalik by zakrył mi nos. Na pewno był czerwony. Ale zawsze lubiłam zimno. Było takie .. pozbawione uczuć. Po prostu takie o. Zimno potrafiło sprawić, by zapomnieć o troskach i problemach. W głowie mamy tylko '' Cholernie zimno, a miało być ciepło ! '' . Taa . Przez chwilę poczułam coś pod moimi nogami. Popatrzyłam w dół. Wdepnęłam w mega wielką kałużę.
- Cholera ! - powiedziałam wyciągając mokrą stopę. Cały trampek był mokry. Oparłam się o ławkę i ściągnęłam buta. Przekręciłam obuwie. No tak. Pięknie. Założyłam buta z powrotem. Po chwili usłyszałam szloch. Obróciłam się. Byłam tu tylko ja .. w takim razie jednak nie byłam sama. Zaczęłam rozglądać się we wszystkie strony. Po minucie poszukiwań ujrzałam czerwone conversy wystające zza pnia drzewa. Podeszłam trochę bliżej, żeby się przyjrzeć owej osobie. No bo to niemożliwe, żeby to buty płakały. Kiedy wyciągnęłam szyję do przodu, ujrzałam ją. Dziewczynę. Była .. piękna. Długie, natapirowane włosy. Grzywka zasłaniająca oko. Mogłam jednak ujrzeć to drugie oko. Było .. takie duże. Zachwycające. Nigdy u nikogo nie widziałam takich oczu. Zazdrościłam ich jej. Miała na sobie tzw. ''rurki'', czerwone conversy, bluzę z kocimi uszkami na kapturze i menelską czapkę. Taką, jaką miała w tej chwili na sobie.
- Na co się gapisz ? - burknęła w moją stronę. Kiedy jej się dokładnie przyjrzałam, miała spuchnięte, czerwone oczy. Rozmazany makijaż. Wyglądała strasznie. Ale i tak nie można było powiedzieć, że jest brzydka. Nawet, kiedy miała twarz usmarowaną maskarą [ na pewno nie wodoodporną ] nadal była śliczna.
- N-na nic .. płakałaś ? - zapytałam niepewnie. Nie wyglądała na sympatyczną. Ale nie mogłam ją za to winić. Musiała cierpieć. Mocno cierpieć.
- Nieee , wiesz, oczy mi się spociły ! -rzuciła sarkastycznie. - Wybacz .. po prostu mam dosyć tego wszystkiego. To nie na moje siły ! Mam za słabe nerwy i w ogóle wiesz. Nie .. nie mogę powiedzieć że wiesz, bo możesz nie wiedzieć. Chociaż .. nie wiem .. - dodała jąkając się. Przetarła swoje oczy.
- Nie trzyj ! To będzie wyglądać strasznie. Wracaj do domu .. - powiedziałam nieśmiało.
- Nie mam domu - rzuciła krótko i zwięźle.
- Chodźmy do mnie - powiedziałam szybko. Czułam .. że chcę się z nią zaprzyjaźnić. Że mamy wiele wspólnego. Miałam nadzieję, że tak się stanie.
- Nie znasz nawet mojego imienia .. - rzuciła zmieszana. Popatrzyła w obie strony. Podniosła się, otrzepała i wyciągnęła ku mnie rękę.
- Julia - rzekła posyłając najsłodszy uśmiech świata. Jest jeszcze ładniejsza od Dominiki.
- Martyna - powiedziałam i uścisnęłam rękę.
- Wydajesz się inna niż reszta. Może .. chcesz się zakumulować ? - zapytała pośpiesznie speszona.
- Uhm .. myślałam o tym samym .. - zaczęłam patrząc na nią. Uśmiechnęła się.
- Może zostaniemy przyjaciółkami - zmrużyła oczy.
- Ładna jesteś ! - powiedziałam i po chwili zrozumiałam. Czy ja powiedziałam to na głos ? Zaczerwieniłam się i zakryłam usta dłonią.
- Haha, jesteś naprawdę dziwna .. dziękuję. Ty też, szczerze - powiedziała dławiąc się ze śmiechu. - Myślę, że to może być początek pięknej przyjaźni - dodała biorąc mnie pod rękę. - A teraz możemy się poznać. Wyjaśnię ci wszystko, bo pewnie jesteś ciekawska.
- Nie musisz, jeżeli nie chcesz - powiedziałam śmielej. Z natury nigdy nie byłam nieśmiała. Ale to .. mogła być moja przyjaciółka. Może nawet tak '' prawdziwa ''.
- Dobrze, nie muszę, ale chcę. Więc ..
- Idziemy do mnie. Umyjesz się, pomalujesz i dam ci ubrania na zmianę. A wracając do tego '' nie mam domu '' miałaś na myśli ..
- Tak. Staruszkowie się mnie wyparli. Nie mam lokum..-zaczęła.
- A może zostaniesz u mnie .. no wiesz .. poznamy się lepiej i w ogóle .. no wiesz - zaczęłam śmiejąc się nerwowo.
- Odpracuje ci to .. - odpowiedziała. No pięknie. Jestem na tyle zdesperowana, że dla nowej przyjaciółki zapraszam obcą osobę.
- Nie. Spoko - uśmiechnęłam się.
- Dziękuję .. - powiedziała rumieniąc się. Spuściła głowę. Jak Kuba, kiedy jest zawstydzony.
- Szczerze ? Myślałam, że jesteś porąbaną pannicą zadzierającą nosa. Ale .. przeszła mi ta myśl - powiedziałam.
- Pozory, moja droga, pozory - powiedziała.
- Uhm , oj tam, chodźmy na kakao - powiedziałam. Uśmiechnęła się.
- Ja stawiam ! - powiedziała. - A swoją drogą .. c z twoim bu
- Po drodze ci wszystko wyjaśnię - powiedziałam śmiejąc się. Po chwili obie ryknęłyśmy gromkim śmiechem.
Może ona jest właśnie nią ? Moją nową przyjaciółką. Najlepszą. Przekonamy się niebawem ..

niedziela, 8 stycznia 2012

Rozdział XVI .

- Otwórz, Tyśka  - krzyknął Kuba z kuchni. Pierwszy raz pogoniłam faceta do zmywania garów. Nie był taki zachwycony tym pomysłem, ale po krótkim namyśle zdecydował się spróbować.
- Widzę, że ci się spodobało. Przyzwyczaj się, bo to twoja działka - powiedziałam do niego wesoło. Układało nam się wspaniale. Niedawno wprowadziłam się do niego, więc nasze stosunki polepszyły się. Regularnie odwiedzamy Mikołaja.
Kiedy otworzyłam drzwi, zamarłam. Dominika.
-  Czego chcesz ? - rzuciłam oschle.
- Nie pamiętasz ? Mam tu swoje rzeczy, dziecko - powiedziała i jak gdyby nigdy nic weszła do domu.
- Niestety, tak. Pamiętam - rzuciłam oschle. Kiedy dołączyłam do niej, wieszała się na plecach Kuby.
- Czy siostra nie może odwiedzić brata ? - zapytała słodko. Nie mogłam w to uwierzyć. Kiedy byłam mała, Dominika to było odzwierciedlenie anioła. Mądra, miła, wesoła i ładna. A teraz ? Teraz nie ma ani krzty kobiecości. Teraz w ogóle nie wydaje się ładna.
- Może - powiedział zirytowany. - Puść mnie.. - dodał wyrywając się z jej objęć.
- Phi. Wiesz co ? Ostatnio zrobiłeś się za milutki. Twoja obojętność była taka .. seksi. A teraz .. jesteś.. nudny ? Tak. nudny - powiedziała siadając przy stole. Położyła swoje idealne stopy na krześle i zaczęła oglądać, jak wyglądają z daleka.
- Po co na prawdę przyszłaś ? - zapytałam. Byłam już naprawdę poirytowana.
- Jak to po co !? Będę z wami mieszkać, moje gołąbeczki ! - krzyknęła i zaczęła chichotać.
- Co ?! - krzyknęliśmy chórem z Kubą. Wypuścił talerz, który roztrzaskał się na kilkadziesiąt kryształków.  Zapowiada się ciekawie..


***


- Masz swój dom ! - krzyknął Kuba.
- Nudno tam jest .. a tu mogę się świetnie z wami bawić - powiedziała pociągając mnie do siebie. Cmoknęła w policzek zostawiając ślad błyszczyku. Był zimny. Pośpiesznie zaczęłam wycierać twarz. 
- Próbowałam z Mikołajem .. ale on nadal się łudzi, że wrócisz do niego. Naiwniak ! To w nim kocham - powiedziała uśmiechając się. 
- Nie można kogoś zmusić, żeby się zakochał .. - zaczęłam ale nie dała mi skończyć.
- A właśnie, że można. Tobie się udało, mi tym bardziej się uda - powiedziała zbyt ostro. 
- Mi ? - zapytałam zdziwiona. 
- Owinęłaś sobie wokół palca i Kubę, i Mikołaja ! - krzyknęła.
- Dosyć tego. Wynoś się - powiedział Kuba. - Mam tego dosyć. Nie rozumiesz ? Od paru lat ci to powtarzam, że zakochałem się w niej z własnej woli ! A teraz zejdź mi z oczu, siostro - powiedział oburzony. 
- Eh .. nie jestem tu chyba mile widziana .. huh, zobaczymy, kto ostatni będzie się śmiał -powiedziała.
- My - powiedział. - A teraz wynocha - powiedział biorąc siostrę za ramię. Zbyt mocno. 
- Puść, frajerze ! Co ty sobie myślisz ?! - powiedziała popychając go na zmywarkę. Dzięki jemu upadkowi wszystkie talerze runęły na ziemię co skutkiem było potłuczenie się ich. 
- Policzymy się - powiedziała wprost do mnie i ruszyła na pięcie do wyjścia. Trzask ! Nie było jej już. 
Zabawa dopiero się zaczęła .. 

Rozdział XV .

- Czyli przegrałem .. - powiedział Mikołaj po czym uśmiechnął się słabo. - Wiedziałem, że z nim nie zdołam wygrać.
Spuściłam wzrok. Mimo, że cieszę się z powodu Kuby .. szkoda mi Mikołaja. Wiedziałam, że znaczę dla niego wiele.
- Wiesz .. - zaczęłam ale nie dał mi skończyć.
- Taa, to i tak by nie wyszło bla bla bla, bo jestem za stary. Nie szkodzi. Będę czekać. Nie ważne, że masz Kubę. Dla mnie będziesz ta jedyną - powiedział patrząc na mnie smutnym wzrokiem. Nie mogłam się powstrzymać i rozpłakałam się. Mimo, że nic nie zrobiłam, zabolało mnie to, że Mikołaj jest załamany.
Przetarł mi ręką twarz.
- G-głupia ! Nie płacz z takich błahostek .. - powiedział rumieniąc się.
- Jesteś dla mnie bardzo ważny. Kocham cię .. - powiedziałam łkając. Kiedy byliśmy mali, często wypowiadaliśmy owe '' Kocham cię '' co miało wyrażać nasze przyjacielskie stosunki wobec siebie.
- Ja też - powiedział tuląc mnie.


***


- Nieee .. z keczupem - powiedział Kuba śmiejąc się. 
- Yyy.. nie, bo z majonezem ! - zachichotałam. 
- Nie znasz się - odpowiedział i cmoknął mnie w czubek nosa. Od zdarzenia w kawiarni minęły trzy tygodnie, a nam układało się niewyobrażalnie świetnie. Siedzieliśmy na ławce pod moim blokiem i kłóciliśmy się, z czym jest lepszy hot-dog. On siedział a ja leżałam głową na jego kolanach. Niedługo wakacje. Zastanawiam się, czy Kuba coś zaplanował. Byłoby fajnie, gdybyśmy się wybrali gdzieś razem. We dwoje. 
- Masz plany na wakacje ? - zaczęłam ostrożnie.
- Mam - odpowiedział. 
- Uhm .. - bąknęłam zawiedziona. Więc jednak nie będzie wspólnego wypadu.
- Spędzam je z tobą, oczywiście - odpowiedział śmiejąc się. - Żałuj, że nie widziałaś swojej miny ! 
- Ale śmieszne ! - żachnęłam się i wstałam. Złapał mnie za rękę. 
- Wracaj, jesteś taka cieplutka - powiedział smutno i przyciągnął mnie z powrotem na swoje kolana. 
- Wiesz co ? Nie mamy ani jednej wspólnej foci - powiedziałam.
- To co ? Do dzieła ! - powiedział wyciągając telefon. - Uśmiechnij się - dodał. 
- Ok ok. - powiedziałam uśmiechając się. Stykaliśmy się policzkami. Kiedy miał już kliknąć guziczek, odwrócił się do mnie i pocałował w policzek. PSTRYK. 
- Oto nasze pierwsze zdjęcie. Jest genialne. Wyglądasz tu jak królik - powiedział. - Ale w dobrym sensie ! - dodał pospiesznie. 
- No ja myślę - powiedziałam i spojrzałam w monitorek. Zdjęcie wyszło rewelacyjnie. 
- Wrzucę na fejsa - powiedział po chwili. - Albo nie, bo zaraz będę miał konkurencje - powiedział Kuba. 
- Huh ? 
- Ktoś będzie chciał mi cię zabrać - odpowiedział. Uśmiechnął się. - Ale status mam zmieniony, nie martw się.
- Kto niby się przejmuje twoim statusem - prychnęłam.
- Ty - powiedział śmiejąc się. 
- Dobra, chodź do domu, bo nie jest za ciepło - powiedziałam. Po chwili poczułam coś ciężkiego na sobie. Ściągnął kurtkę i otulił mnie nią. 
- Głupia, mówiłem, weź bluzę to ' Nieee, jest za gorąco ! ' - powiedział przedrzeźniając mój głos. 
- S-sam jesteś głupi. Chodź do domu - rzekłam i poszliśmy złapani za ręce. Chciałabym wiedzieć, jak to wszystko potoczy się dalej. Chciałabym, żeby ta chwila trwała wiecznie.