poniedziałek, 16 stycznia 2012

Rozdział XXVI .

- Dzień Dobry wszystkim .. - powiedziałam ziewając. Byłam tak cholernie wyspana, że mogłabym skakać, turlać  się i w ogóle. Przy stole zajadali śniadanie wszyscy oprócz Kuby.
- Dzień Doberek, Martynko .. - powiedziała chichocząc Iza. Popatrzyłam na nią zdziwiona.
- Uhu, wyglądasz zupełnie inaczej - ziewnął Albin popijając swoje kakao. Jego kąciki ust uniosły się w górę.
- Tak jakoś, seksownie .. - powiedział Aleks puszczając do mnie oko.
- Heeej - powiedziała Julka dławiąc się ze śmiechu. Zabrała ostatnią kanapkę z pomidorem i spojrzała na zegarek.
- C-cholera ! - krzyknęła i zaczęła się pośpiesznie ubierać.
- C-co się stało ? - powiedział Mikołaj trochę speszony.
- Heloł, ktoś musi pracować, żeby ci co się lenią w domu mieli coś do żarcia - pisnęła posyłając mu buziaka w powietrzu. - Pa, kociaki ! - dodała i już jej nie było.
Ale ona ma zmianę dopiero po 12 .. więc czemu wyszła tak wcześnie myśląc, że się spóźni ? Był ranek, długi, zimny ranek. Hm .. wstyd się przyznać, ale nie wiedziałam, jaki mamy miesiąc, który dzień i jaka była godzina.
- Która godzina ? - wyrwało mi się.
- 11:54 .. - powiedział Albin patrząc na zegarek. Cholera ! Do tej pory spałam ?
- Ah .. - pisnęłam cicho.
- Taa, co wy robiliście .. wieczorem ? - powiedział Aleks powstrzymując śmiech .
- C-co .. - zaczęłam nagle czując swoje rozpalone poliki.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem oprócz Mikołaja, który wpatrywał się nieprzytomnym wzrokiem w lodówkę na której widniały nasze zdjęcia. Na jednym byłam ja, Julia i Iza wiszące do góry nogami na trzepaku. Drugie przedstawiało chłopaków z Kubusiem w rękach. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Wtedy Mikołaj wylał na siebie niechcący jego zawartość. Wiedziałam, że tym samym, kiedy jestem z Kubą zadaję ból Mikołajowi. Przykro mi, ale to nie moja wina. Teraz on czuje się, jak ja się czułam kiedy nas zostawił. Ten sam ból ..
- Dobrze, zbieramy się. Chłopaki ? - powiedziała Iza kręcąc głową, by wyszli z kuchni. Albin i Aleks pospiesznie poszli na korytarz za moją przyjaciółką. W kuchni zostałam tylko ja i Mikołaj. Kuba już dawno gdzieś wyszedł.
- No .. co tam u ciebie słychać ? - palnęłam. W tej chwili chciałam cofnąć te słowa.
- Nie tak dobrze, jak u ciebie ale ujdzie - powiedział obojętnym tonem przeglądając gazetę.
- Jesteś zły ? - zapytałam cicho nadal na niego patrząc.
- Nie jestem - powiedział patrząc mi prosto w oczy. Wstał i jednym susem znalazł się przy mnie.
- Jestem wściekły. Nie wiesz jak się czułem słysząc wasze jęki i piski .. - powiedział dziko. - Po za tym, nie ważne. Pogodziłem się już z tym, że nie mamy ze sobą szans. Mam zamiar dać sobie z tobą spokój - powiedział odpychając mnie brutalnie i wyszedł. Po chwili usłyszałam trzask drzwi wyjściowych. Opadłam bezwładnie na ziemię a z moich oczu cisnęły się łzy. Nie chodziło o to, że mnie odpuszcza. Chodzi o to, że go straciłam. Że już nie będzie moim przyjacielem.. że to wszystko skończone. Zaczęłam cicho szlochać. Kiedy zamknęłam oczy, czułam na sobie jego dłonie. Jego ucisk nadal palił moje ręce. Wstałam i pobiegłam do łazienki. Nerwowo zaczęłam szukać czegoś w szafce. Do jasnej cholery ! jak ich nie potrzebuję, to zawsze są ! A jak potrzebuję, to ich nie ma ! Zaczęłam rozwalać ręczniki w poszukiwaniu owej rzeczy, niezbędnej w moim życiu. Miałam ich dużo, bardzo dużo. Ale .. ostatnio ilość ich malała. Nie mogłam powiedzieć, że to maga czy coś. Przecież w moim domu mieszkało jeszcze pięć osób, i dwóch stałych gości. Możliwe, że to oni mają z tym coś wspólnego. Moje oczy piekły i znowu poczułam, jak zaszły mi łzami. Po chwili poczułam coś. Nachyliłam się nad ubikacją i zaczęłam wymiotować. Nie wiem ile to trwało. Dla mnie wieczność. Kiedy skończyłam opłukałam sobie twarz i miałam zamiar umyć zęby.
- Hahahahaha, jesteś co najmniej śmieszna - usłyszałam głos za sobą i ten obrzydliwy śmiech doprowadzający mnie do kolejnych wymiotów.
- Dominika, wyjdź, bo kiedy na ciebie spojrzę, znowu się porzygam, a to jednak nie jest przyjemne uczucie - powiedziałam spokojnie nadal z głową w muszli.
- Nie bądź bezczelna.. gdzie się podziały twoje żyletki ? - zapytała rozglądając się. Jej rude, puszyste włosy okalały jej twarz. Jedyne czego jej zazdrościłam, to właśnie ich.
Popatrzyłam na nią zdziwiona. Czyli to ona je zabrała .. kiedy byłam w szpitalu !
- Czemu grzebałaś mi w rzeczach, ty cholerna pielęgniarko od siedmiu boleści ! - krzyknęłam patrząc jej prosto w oczy.
- Bo takie jest moje zadanie ! Nie mogę siedzieć bezczynnie, gdy komuś dzieje się krzywda - powiedziała poważnie patrząc prosto na mnie swoimi lśniącym oczami. Popatrzyłam na nią zmieszana. Nigdy nie widziałam, żeby patrzyła się na mnie w ten sposób. Zawsze się krzywiła, gdy mnie widziała. Teraz poczułam coś jak .. troskę.
Skierowała się w stronę mojego pokoju. wyszła z niego pospiesznie rzucając swoją kurtkę i torbę na łóżko. Kiedy skierowała się z powrotem do łazienki zaczęła przeglądać szafki. Wyciągnęła w końcu jakieś tabletki, nalała wody do kubeczka i podała mi je.
- Weź, powinnaś poczuć się po nich lepiej.. - zaczęła. - Pójdę zrobić ciepłej herbaty. Z dziećmi są same problemy ! - dodała zgryźliwie i wtedy poznałam ta Dominikę, którą tak mocno kochałam. Wredna zołza, która wywyższa się ponad wszystkich.
- Dziękuję mamusiu - odpowiedziałam połykając małą, czerwoną tabletkę. Skrzywiłam się.
- Nie martw się, jeżeli miałabym cię zabić, to by nie było otrucie ani nic z tych rzeczy, bo moim zdaniem to żałosne sposoby - powiedziała wyciągając dwie szklanki.
- Czemu jesteś taka miła ? -zapytałam patrząc na nią podejrzanie.
- Na jakiś czas możemy zawiesić broń. Melisa, zwykła czy jabłkowa ? - zapytała.
- Jabłkowa.. - zaczęłam i usiadłam na sofie. Wszystkie kości mnie bolały.
- OK. - odpowiedziała zalewając małe torebeczki.
- A więc, po co przyszłaś ? - zaczęłam ostrożnie.
- Wiesz, nie miałam co robić, więc postanowiłam was odwiedzić. Ale na mój fart zostałaś akurat ty - powiedziała zgryźliwie, ale uśmiechnęła się do mnie serdecznie.
- Aha - powiedziałam, bo tylko to byłam w stanie wykrztusić.
- Więc, źle się czujesz ? - zapytała kładąc swoją rękę na moim kolanie. Popatrzyłam na nią
 dziwnie.
- No co ? - burknęła zirytowana. - Chcę pogadać - dodała nieco spokojniej.
- W porządku odpowiedziałam biorąc kolejny łyk. Była pyszna, co mnie zdziwiło.
- Uhm.. a jak tam .. boli cię jeszcze coś po wypadku ? - zapytała z troską w głosie.
- Niee ? - odparłam obojętnie.
Chwila milczenia.
- A może .. miałabyś ochotę wybrać się na zakupy ? - zapytała niepewnie. Patrzyłam na nią z szeroko otwartymi oczami.
- J-ja ? - zapytała nie wierząc w to, co usłyszałam.
- N-no tak .. chciałabym kupić parę rzeczy .. nowe trampki itd. To jak ? - zapytała.
Hm.. to nie był zły pomysł. Po pierwsze też muszę kupić sobie parę rzeczy, a po drugie, może w końcu Dominika poszła po rozum do głowy.
- Zgoda  - odpowiedziałam wstając.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz