- T-taa. Słucham. Jesteś naprawdę głupia. Ja wiedziałem, że cię kocha, a nie byłem z nim tak blisko jak ty - odpowiedział.
- Ale .. mam pytanie .. - powiedziałam niepewnie.
- Wal śmiało - powiedział podnosząc się.
- Zostawiłeś Dominikę .. nie ważne - powiedziałam uśmiechając się.
- Dalej - powiedział poirytowany.
- Dlatego że mnie kochasz ? - wymówiłam słowa jednym tchem.
Popatrzył na mnie. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu. Spuścił wzrok. Czyli to prawda. Złapał mnie za rękę nadal na mnie nie patrząc.
- Kiedy byłaś mała, traktowałem cię jak dziecko, młodszą siostrzyczkę, którą muszę się opiekować. Mały, szczerbaty bachor - uśmiechnął się. - Ale kiedy dowiedziałem się, że Fabian jest chory .. przyjechałem najszybciej jak mogłem. Zapytał, czy będę się tobą opiekować jak go nie będzie - sapnął i spłynęła mu jedna, pojedyncza łza. - Obiecałem mu, że zrobię wszystko co w mojej mocy. W ten sam dzień postanowiłem cię rozpoznać w szkole. Więc podjechałem pod twoje liceum i rozglądałem się za tobą. I wtedy ujrzałem najpiękniejszą dziewczynę, jaką widziałem. Stanęło mi serce. Od razu rozpoznałem w niej ciebie. Te smutne spojrzenie, te kości policzkowe .. i ten mały nosek. Twoje włosy .. nie zmieniły się. Nadal były lśniące. Ale poznałem cię po oczach. Dużych, pięknych oczach. I wtedy mnie olśniło. To ty zawsze byłaś tą jedyną .. wtedy, w tym momencie zobaczyłem w tobie kobietę. Nie tylko dzieciaka śliniącego mój rękaw. Ale wtedy pojawił się Kuba. Wiedziałem, że będzie niebezpiecznie, bo w końcu .. on był twoim najlepszym przyjacielem.. - zakończył i spojrzał na mnie zapuchniętymi oczami.
- Czy to było wyznanie ? - zapytałam.
- T-taaa .. chyba tak - powiedział i zaczął wycierać oczy rękawem piżamy szpitalnej.
Wstałam, nachyliłam się nad nim i lekko pocałowałam w czoło. Popatrzył na mnie zdziwiony.
- Przyjdę później .. Mikołaj - powiedziałam i wyszłam. Usłyszałam, jak za mną krzyczy moje imię. Idąc uśmiechałam się. Po chwili przystanęłam. Nadal się uśmiechałam. Po chwili poczułam coś wilgotnego na moim policzku. Płakałam. Złapałam twarz w dłonie i opadłam na kolana. Czemu to wszystko było takie skomplikowane ? Fabian, Mikołaj, Kuba i Dominika. Razem tworzyliśmy koszmarną piątkę. Powodem zamieszania byłam ja .. Nie chciałam, żeby to wszystko tak się potoczyło. Chciałam żyć spokojnie, jak każda nastolatka. A nie miała nikogo ! Fabiana .. rodziców.. Rodzice. Zginęli w wypadku wracając z urlopu w Aplach. Teraz osiągnęłam limit wytrzymałości. Chciałam zamknąć oczy i już nigdy ich nie otworzyć. Parę razy zastanawiałam się, jak to jest umrzeć ? Boli ? A może jest bezbolesne ? Miałam dosyć życia, ale nigdy nie zdecydowałabym się na samobójstwo. Jestem za słaba. Nie mam nerwów do tego wszystkiego. Gdybym tylko zamknęła się w sobie i się nie otworzyła. Osiągnęłabym błogi stan. Stan, w którym zaznam wiecznego spokoju. Będę czuła, że odzyskam w końcu wiarę w moje, jakże żałosne życie.
- Nie płacz. Nie warto - usłyszałam męski głos nad sobą. Podniosłam głowę i popatrzyłam na osobę.
- Albin .. - zaczęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz