czwartek, 5 stycznia 2012

Rozdział VII .

Z ponurą miną weszłam do domu. Drzwi były otwarte, co mnie zdziwiło. Na pewno zamykałam drzwi, ale kiedy weszłam do kuchni i zobaczyłam go wszystko zrozumiałam. On teraz ze mną mieszka, więc jest w domu. Przez Kubę zupełnie o nim zapomniałam.
-Witaj - powiedział do mnie. Kompletnie mnie zamurowało, kiedy zobaczyłam go w fartuszku. Miał fartuch na sobie ! Zaczęłam chichotać. Jednak udało mu się poprawić mój nastrój.
- Tak, śmiej się. Placków nie dostaniesz - powiedział z oburzeniem i odwrócił się do mnie tyłem.
- Plaaacki ? - zapytałam.
- Tak. Placki. Z karmelem, dziołcho - powiedział z uśmiechem. Popatrzyłam na niego. Jego uśmiech był taki szczery .. Kuba i Mikołaj to totalne przeciwieństwo. Kuba - narwany, zbuntowany, zidiociały, skretyniały, zboczony, nie wie na czym stoi, głupek [ przystojny ] ale głupek, Mikołaj - poważny, zarozumiały, dumny, ciekawski, fochmen, wie na czym stoi, maczo, podrywacz, babiarz. Uhm. Tak. Zupełnie inni.
- I tak je zjem, i tak - powiedziałam zlizując krem z palca, którego zanurzyłam w smacznej substancji. Poczułam, jak ciecz spływa mi po palcu. Kiedy sięgałam po ręcznik, Mikołaj brutalnie popchał mnie na ścianę. Złapał moje nadgarstki i przycisnął je. Patrzył na mnie dzikim wzrokiem. Patrzył na mnie jak na przekąskę. Zadrżałam. To było dziwne uczucie.
- Niezdarna dziewczyno .. - powiedział dmuchając mi do ucha.
- Debil ! Nienawidzę Cię , nienawidzę głupku !  - krzyczałam. Bawił się mną, jak każdą inną. Wybiegłam z kuchni. Chwyciłam torbę, kurtkę i wybiegłam z domu. Nie zamierzałam tam dzisiaj wracać.



***


Małymi krokami szłam prze park. Był wieczór, a ja przez 4 godz. obchodziłam ten sam park. Pamiętam, jak .. razem z braciszkiem tu przychodziliśmy. Był dalej od domu, ale to nic. Tutaj zawsze było nam wesoło. Po chwili poczułam ucisk. Kiedy otworzyłam oczy leżałam na ziemi, a moją twarz coś lizało. To był pies. Wielki Owczarek Niemiecki. Piękny. Kiedy usiadłam złapałam go w ramiona i zaczęłam tulić. Był taki słodki. 
- Hej, może przestałabyś molestować mi psa, głośna kobieto - powiedział Kuba opierając się o drzewo. Wyglądał bosko. Jego włosy fruwały w tę i z powrotem. 
- Zazdrosny ? - zapytałam z przekąsem. Wstałam, otrzepałam się i siadłam na ławkę.
- Uhm. NYAN - powiedział po chwili. 
- Co z tobą nie tak .. - zaczęłam.
- Nic. Kocham koty.
- Serio ? To dlaczego zamiast fundować sobie psy, nie masz kota ? - zapytałam zdziwiona. 
- Taki miałem kaprys - odpowiedział od razu.
- Aha. - odwróciłam głowę i popatrzyłam w przeciwnym kierunku.
- Nie masz gdzie się podziać ? - zapytał w końcu po chwili milczenia. 
- Nie. A w ogóle, skąd to wiesz ?! - zapytałam odwracając twarz w jego kierunku. 
- Uhm. Jestem twoim prześladowcą. powinnaś wiedzieć, że tacy ludzie jak ja to wiedzą.
- Ta .. - powiedziałam chowając podbródek w szaliku. 
- Mieszkam sam .. więc ..- zaczął. Otworzyłam szeroko oczy. Jak to .. czy on mnie zaprasza .. do siebie ? 
- Huh .. ? - jęknęłam, bo tylko tyle byłam w stanie wykrztusić. 
- Tak. Zapraszam cię do siebie, głupia - powiedział. 
- Odmawiam - odpowiedziałam wahając się. 
- Ok, miłego gnicia pod śmietnikiem w tym zimnie - powiedział niewzruszony moją odpowiedzią. - Popi ! - dodał. Pies szybkim ruchem pobiegł za nim. Był jak jego .. poddany. Kiedy kiwnął, pies jak na zawołanie odwrócił się i poszedł za właścicielem.
- C-czekaj !  Nie to, że chcę z t-tobą mieszkać czy coś w tym stylu ! P-po prostu nie mam się g-gdzie podziać ! - powiedziałam biegnąc za nim. Zdawało mi się, że przez ułamek sekundy uśmiechnął się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz