- Nie kazałam ci robić z siebie debila i szukać mnie w deszczu - odpowiedziałam. W noc, którą spędziłam u Kuby, Mikołaj myślał, że blefuję. Później, jak się okazało, szukał mnie całą noc. Padał deszcz. Przeszły mnie ciarki. Dlaczego to robił ? Przecież nie musiał. Mimo to ..
- Nic nie rozumiesz - kichnął.
- Możliwe - ziewnęłam. Odkąd miał gorączkę nie odstępuję go na krok. Czuję się winna, że zachorował, więc pomagałam mu. Złapał mnie za rękę.
- Nie rób tego .. - zamknął oczy. Przez chwilę pomyślałam, że śpi. Ale zaczął ciężko oddychać. Wstałam i popatrzyłam na niego. Był mokry i rozpalony. Stękał.
- M-mikołaj ! Mikołaj, otwórz oczy ! - krzyczałam. Złapałam telefon i zaczęłam szukać numerów. Podczas szukania jedna nazwa przykuła moją uwagę. '' Prześladowca ''. Przypomniała sobie jego słowa '' Dzwoń jakby coś .. ''. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak, głośna kobieto ? - zapytał Kuba.
- Proszę, przyjedź .. błagam - dyszałam do słuchawki zrozpaczonym głosem. - M-mikołaj ..coś mu jest ..
- Zaraz będę - rozłączył się. Podeszłam do Mikołaja i chwyciłam go za rękę.
- Będzie dobrze, będzie dobrze - szeptałam.
Po 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko je otworzyłam. Kuba bez słowa ominął mnie i podbiegł do Mikołaja.
- No chodź , musimy zaprowadzić go do samochodu - popatrzył na mnie wyczekującą. Podbiegłam do niego i razem złapaliśmy Mikołaja pod ramię. Był nieprzytomny. Nadal ciężko dyszał.
- Jak coś ..
- Cicho - odpowiedział. Ruszyliśmy do samochodu.
***
Leżałam przy łóżku szpitalnym Mikołaja. Wyglądał .. jakby umarł. Blady leżał w bezruchu.
- Nie zostawiaj mnie .. chociaż ty mnie mnie nie zostawiaj ... - powiedziałam łkając. Kuba siedział obok. Kiedy złapał mnie za rękę, instynktownie ją ścisnęłam. Zwróciłam się do Mikołaja chociaż mnie nie słyszał.
- Nie możesz .. obiecałeś mu się mną zajmować. Dałeś mu s-słowo - płakałam. To moja wina. Szukał mnie, bo się martwił. Mimo, że był idiotą, był jak mój brat. Znaliśmy się od małego, i to by było okropne, gdybym go straciła. to przeze mnie ludzie odchodzą. To moja wina.
- To nie twoja wina, głupia, NYAN - powiedział Kuba z obojętnym wyrazem twarzy.
- Ty cholerny egoisto. Ciągle się ze mną droczysz ! Nawet w takich chwilach .. - powiedziałam
Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia.
- Proszę wyjść. Musi odpoczywać - zaczęła pielęgniarka. Była dosyć młoda. Dałam jej 20-stkę. Miała ładne kości policzkowe, i naprawdę była piękna. Jej włosy okalały twarz, a pod obszerną grzywką kryły się oczy. Były wielkie, wyraziste i niebieskie. Piękne.
- T-tak .. - popatrzyłam na Kubę. Patrzył się na pielęgniarkę. Mimo, że go nie lubię, zabolało. Poczułam niemiłe łaskotanie w klatce piersiowej. Nie zwracając na niego uwagi wyszłam energicznie. Można powiedzieć, że pobiegłam. Zorientowałam się, że przyjechaliśmy z Kubą, więc nie miałam innego wyjścia, jak na niego czekać. Skuliłam się opierając o drzwiczki. Po chwili poczułam błogi stan. W tej chwili nic mnie nie martwiło. Byłam ja. Tylko ja. Powoli wszystko znikło mi z pola widzenia. Ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz