- Znamy się ? - zapytałam z pogardą. Sposób, jaki się do mnie odzywała .. zupełnie jak Kuba. Byli na pewno dobraną parą. Wyglądali identycznie. Byli piękni. Taki sam ton głosu. Musieli być całością.
- Poniekąd .. Jak możesz mnie nie pamiętać ? Dominika, skarbie - powiedziała oschle. - Kojarzysz ? - dodała.
Zrozumiałam. Dziewczyna Mikołaja. Była dziewczyna Mikołaja. Całkowicie się zmieniła. Miała długie, jasne włosy. Z pewnością farbowane. Szybko pocieszyła się po Mikołaju.
- T-ta .. - bąknęłam.
- Co słychać u Mikołaja ? - zapytała ścierając palcem kurz z szafki. Popatrzyła na mnie zdegustowanym wzrokiem.
- Odkąd nie jesteście razem, świetnie - powiedziałam z satysfakcją.
- Ty mała, cholerna .. - wściekła podniosła rękę by zadać mi cios. Instynktownie zamknęłam oczy. Po chwili stęknęłam. Nie spoliczkowała mnie. Powoli otworzyłam oczy. Leżałam przygnieciona do szafki. Kuba przytrzymywał jej rękę. To on powstrzymał ją od uderzenia mnie. Zakręciła się łezka. Wstałam.
- B-braciszku .. - zaczęła Dominika.
- Co tu robisz ? - zwrócił się do mnie.
- Chciałam tylko ..
- Czy ja nie wyraziłem się jasno ? Masz tu nie wchodzić ! - krzyknął. Następnie zwrócił się w stronę Dominiki. - A ty , jeśli ją tkniesz palcem, pożałujesz.
- Naprawdę ? - zapytała z chytrym uśmieszkiem pielęgniarka. - Przyszłam zabrać swoje rzeczy. Ale nie będę wam przeszkadzać. nie jestem tu w końcu mile widziana.. - przeciągała.
- Wynoś się ! - krzyknął. Był wściekły. Jego dzikie oczy.
- Ta gówniara nie pamięta, że istniałeś - wskazała na mnie.
- Zamknij się - powiedział nieco spokojniej, ale nadal ostro.
- Kochana, pamiętasz mojego braciszka ? - zapytała. - Mojego małego braciszka, który chodził za tobą krok w krok gdy byliście mali ? - popatrzyła na mnie wyczekująco.
- C-co .. - zamarłam. Kuba .. to był .. ten Kuba. Przypomniało mi się !
***
- Czekajcie na mnie ! - krzyczał mały chłopiec. Miał na sobie ogrodniczki, bluzkę z jego ulubionym bohaterem z kreskówek, Johnym Bravo. Jego aparat połyskiwał. Zaczął biec za innymi dziećmi.
- Uciekajcie, uciekajcie ! - krzyczała dziewczynka. - Dostaniecie kurzajek ! - dodała.
- N-nie mam kurzajek ! - powiedział chłopczyk zmieszany. - Chcę się tylko pobawić z wami ..
- Ale my z tobą nie - dodał inny chłopiec z prawej strony.
- D-dlaczego ? - zapytał chłopak.
- Bo jesteś głupi - powiedziało inne dziecko. - Uciekajmy ! - krzyknęła.
- C-czekajcie - chłopiec nie zrezygnował i zaczął biec za dziećmi. W którymś momencie potknął się o kamień. Upadł z wielkim hukiem. Zacisnął oczy by nie płakać. Bolało. Oglądnął swoje kolano. Było zdarte.
- Nie dość, że krzywe zęby, to ślepy i niezdarny - powiedziała dziewczynka w różowej sukience. Chłopiec zaczął płakać. Dzieci ze śmiechem wbiegły na teren szkoły.
Chłopiec siedział na chodniku płacząc. Bolało go kolano. Ale to nie dlatego płakał. On nigdy nie będzie miał przyjaciół. Nigdy. Nagle ktoś zasłonił mu słońce. Kiedy powoli otworzył oczy, ujrzał ją. Mała dziewczynka w zielonych spodniach, różowo-czarnych trampkach, za dużej bluzie z napisem ' Kocham maczo'. Miała duże, piękne oczy i długie, pocieniowane oczy. W uchu miała kolczyka. Ona chodziła do przedszkola .. wyglądała .. jak starsza. Pochyliła się nad chłopcem.
- Nie płacz - powiedziała wyciągając chusteczkę z opakowania. Przetarła chłopcu oczy. Kiedy wyrzuciła chusteczkę do kosza obok, wstała. Popatrzyła na chłopca i wyciągnęła rękę w jego kierunku.
- Martyna - powiedziała.
- K-kuba .. - zaczął chłopiec.
- A więc Kuba .. chodź ze mną - powiedziała posyłając mu najpiękniejszy uśmiech na świcie.
Miał głęboko, gdzie pójdą. Byle by był z nią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz